Jakoś tak nie do końca jestem w stanie pojąć, że minął ponad tydzień od Wielkanocy, nie trenowałem od dziewięciu dni i dopiero dzisiaj udało mi się cokolwiek w tej kwestii zrobić. Próbowałem zrobić to wczoraj wieczorem, ale jak na złość cukier mi zaczął skakać około dziewiętnastej i przez dwie godziny nie chciał spaść, więc udałem się na kilkukilometrowy spacer, żeby tego cukrowego diabła pogonić. W godzinę z 333 zmalał do około 80, czyli aż czterokrotnie! I akurat musiało się to wydarzyć w godzinach przed zamknięciem wszystkich siłowych przybytków. Przynajmniej dzisiaj było ładnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz