Maciupka choineczka, stolik z więcej niż dwunastoma potrawami. Taka oto niekonwencjonalna wigilia we trójkę. Przed wieczorem zajechaliśmy jeszcze na cmentarz, żeby wymienić wkłady w świątecznych zniczach na grobie taty.
Gdy zostałem z nim sam na sam, zacząłem narzekać na pogodę. Wiatr doprowadzał mnie do szaleństwa, bo knot nie chciał odpalić, a ręce mi marzły i prawie siniały. Żartobliwie rzuciłem, że on tam na dole nie ma na co narzekać, bo i tak nie czuje czy jest ciepło czy zimno. A po wspólnym posiłku przyszła pora na prezenty. Mama jest całe szczęście zadowolona z kosmetyków. Ja natomiast otrzymałem słodycze, skarpetki z Simpsonami, koszulkę z Family Guyem i bieliznę w pandy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz