wtorek, 18 czerwca 2019

Randka dla kultury


Zwiedziliśmy dzisiaj Urząd Marszałkowski województwa lubelskiego, a właściwie to zobaczyliśmy jak wysoki jest to budynek.
Potem przez Ogród Saski zmierzaliśmy do Galerii Labirynt, gdzie mieliśmy okazję doświadczyć dosyć ciekawych atrakcji i przekonać się o sztuce poprzez dotyk.
Bilet wstępu kosztował nas złotówkę, ale jak na dobrą randkę ta cena jest niewielka. Tak naprawdę mogę przyznać, że to była najlepiej wydana złotówka w moim życiu.
Wśród eksponatów znaleźć mogliśmy pomieszczenie.
Nasze bilety świeciły w ciemności. Za pomocą joysticka i różnych guzików na panelu sterowałem i zmieniałem wygląd różnych planet, które obracając się pokazywały różnorakie wzory. Symbolizować miało to sondę i odkrywanie planet nieosiągalnych dla człowieka.
Na tym wielkim, żółtym przycisku można usiąść, położyć się, a nawet stanąć. Pod warunkiem, że zdejmie się buty. Czuliśmy wibracje.
Najlepsze na sam koniec. Sprzęt AGD został przedstawiony jako taki, który w ukryciu prowadzi swoje własne życie. Poprzez naciskanie różnych przycisków na pralkach i lodówce zmieniał się obraz wyświetlany przez projektor.
Koło Lublin Plaza miała miejsce inna wystawa. Również pod szyldem Galerii Labirynt. Dotyczyła ona drzew wyciętych między marcem 2018, a marcem 2019. Wystawa ma na celu przedstawienie problemu współistnienia człowieka i przyrody w mieście. Jej tytuł to "3256 drzew", a odnosi się on do pozytywnych decyzji dotyczących wycinki drzew, które wydano w Lublinie.
A tu na fontannach na Litewskim :)

poniedziałek, 17 czerwca 2019

Gwiazd Naszych Wina

Wczoraj po jeziorze dostałem do przeczytania "Gwiazd Naszych Wina". Rzadko sięgam po książki, przyznaję się bez bicia, ale jeśli już to robię to zdecydowanie mnie to wciąga. 
Jest to drugie dzieło przeczytane przeze mnie w tym roku. Pierwszym było "Zdążyć przed Panem Bogiem" Hanny Krall. Niemniej jednak pragnę się skupić na tym co przeczytałem w jedną dobę. 
3 lata temu, na wakacje tuż przed rozpoczęciem liceum robiłem sobie maraton filmów dla nastolatków, które są wyciskaczkami łez. Na pierwszy ogień poszła oczywiście ekranizacja przeczytanej przeze mnie lektury. W filmie były trzy, na pierwszy rzut oka, nic nie znaczące sceny, które jednak w jakiś sposób dotknęły moje emocje. 
Uwaga, będą spoilery. 
Jedną z nich jest metafora, w której Gus trzymał papierosy w ustach, ale ich nigdy nie odpalał. Miał bowiem w ustach śmierć, ale nie pozwolił jej działać. Zrobił to także w samolocie do Amsterdamu, co wzbudziło niepokój stewardessy. Naprawdę to mi się wbiło w pamięć. Tak samo jak wchodzenie Hazel po schodach w domu Anny Frank i jej mowa pogrzebowa, w której odnosiła się do tego, że między 0, a 1 jest nieskończenie wiele liczb, tak samo jak między 0, a 2 itd. Dlatego też jedne nieskończoności są większe od drugich.
W książce jest pełno opisywanego bólu i cierpienia. Wywołuje to we mnie poniekąd poczucie wstydu, że ja mam, że tak powiem, czelność odczuwać dyskomfort z moją chorobą. W końcu ja także mam swoje własne, bolesne chwile, ale tak naprawdę śmierć jeszcze nie puka do moich drzwi. Przynajmniej mam taką nadzieję.
Pomimo całej tej negatywnej aury spowodowanej chorobą nowotworową atmosfera w domu Hazel wydaje się być, na swój sposób, taka jaka powinna być w dobrym, kochającym się domu. Może to trochę nietypowe przedstawienie, ale widzę momenty sielanki jak i koszmaru. To wszystko się ze sobą przeplata. Nie można przecież powiedzieć, że chciałoby się żyć jak w jej domu. Każdy chciałby być zdrowy i nie cierpieć.
Książka naprawdę mocno wciąga. Dlatego też tak szybko ją przeczytałem. Mimo że i tak obejrzałem film, więc teoretycznie nic nowego w niej nie było, a jednak pozwoliło mi to odkryć całą fabułę na nowo, na swój sposób. Dużo egzystencjalnych wtrąceń doprowadzało mnie do autorefleksji i przemyśleń na temat tego jakie jest naprawdę życie. 
Literatura młodzieżowa, a jednak jest przeze mnie naprawdę doceniana za to jak potrafi targać uczuciem i doprowadzić nawet do płaczu. Nie żałuję, że ją przeczytałem. Pozwoliło mi to wrócić do czasów z tego wakacyjnego maratonu z roku 2016. Jeju, to minęły już trzy lata. 
Tak, byłem dzisiaj w Lublinie

niedziela, 16 czerwca 2019

Nad jeziorem

Trzeba korzystać z okazji. Ostatnie dni były upalne. Pojechałem dzisiaj nad Zagłębocze. Gorąc panujący w mieście nie był odczuwalny nad akwenem. Spędziliśmy tam kilka godzin.
Woda była naprawdę ciepła i przyjemnie się w niej pływało i nurkowało. Nad brzegiem było słonecznie, ale wietrznie. Pogoda była idealna.
Ludzi było całkiem sporo. Kolejki były przy każdym stanowisku, a tych nie było mało. Nie dziwota, w końcu weekend i wolne. Kupiłem sobie kawę mrożoną. Ach, wakacje. Jak tu ich nie kochać? :)

piątek, 14 czerwca 2019

Konkurs po angielsku

Dziś brałem udział w konkursie z języka angielskiego "Challenge Accepted" organizowanym przez UMCS. Pisałem go w auli uniwersyteckiej na wydziale prawa i administracji. Udział wzięło naprawdę sporo osób, z tego co mi wiadomo ok. 280. Pytania były dosyć trudne, a sam test był podzielony na 3 części. Pierwszą był film. Na jego podstawie trzeba było odpowiedzieć na 5 pytań. Potem 45 pytań było gramatycznych. Sporo przysłów i związków frazeologicznych. Na sam koniec było 10 pytań nt. Wielkiej Brytanii. Na te odpowiadałem z latwością, bo lubię wiedzę ogólną. Najwyraźniej poszło mi słabo w części gramatycznej. Na szczęście przyszedłem tam tylko sprawdzić swoje umiejętności. Za rok będzie lepiej. Tak podejrzewam. Tak czy siak po konkursie dostałem fantastyczne nagrody.

środa, 12 czerwca 2019

Kocham wolność

Dzisiaj miałem ciekawy dzień. Dwa razy pojechałem do Lublina. Raz, po to, by zanieść CV w różne miejsca. Przy okazji mijałem ciekawe dekoracje na Trybunale Koronnym. Pojechałem razem z bratem, ale do domu wróciłem sam, w obie strony busem. W Łęcznej poszedłem na burgera z kumplem. Parę godzin później pojechałem drugi raz, na spotkanie z Przedwiośniem gdzie mieliśmy spotkanie w plenerze na Placu Litewskim.
Wróciłem do domu o 20:30 i już 15 minut potem jechałem rowerem z koleżanką po całej Łęcznej przez ponad półtorej godziny. Całkiem przyjemny wieczór, a jak jeszcze wiatr przyjemnie wiał.

wtorek, 11 czerwca 2019

Współczesny

Wstałem dzisiaj na chwilę przed dwunastą. Dokuczają mi najdłuższe wakacje życia. Mam przygotowane kilka kopii mojego CV bo chcę gdzieś dorywczo popracować przez ten okres by móc zarobić na studia. Ostatnio coraz częściej jestem na dworze, nawet pomimo tych upałów, które momentami doskwierają. Jednakże wieczorem albo późnym popołudniem jest już na tyle przyjemnie, że przypominam sobie od razu za co kocham lato, którego, bądź co bądź, jeszcze nie ma.
Dzisiaj w nocy zasiedziałem się prawie do czwartej nad ranem przeglądając media społecznościowe. Oczywiście mój numer jeden to Instagram, który mnie porywa w świat fantazji. Zaglądałem na profile znanych i inspirujących osób oraz oglądałem relacje. Do tego doszły memy i komiksy o różnej tematyce tj. zwyczajne codzienne życie, szkoła, którą już skończyłem, zwierzęta (oczywiście głównie pandy, ale także psy i koty), polityka itp. W ten sposób także uczę się angielskiego i go szlifuję. Takie łączenie przyjemnego z pożytecznym.
Rozglądając się w świecie kwadratowych postów widzę coś co sprawia, że widzę piękno tego świata. Nie wiem dlaczego, ale bardzo to lubię. Pozwala mi to zatapiać się w świecie marzeń i dążyć do tego by życie zaczęło mieć większy sens. Jestem nienormalny.


piątek, 7 czerwca 2019

Nostalgicznie o życiu

Nie ma to jak czerwiec, nie ma to jak, prawie że lato. Jest sobie wieczór, wracam z treningu na siłowni wraz z przyjemnym podmuchem wiatru przed twarzą. Potem o dwudziestej pierwszej wychodzę na spacer ze znajomymi i, mimo że na dworze już jest ciemno, to delikatne ciepło sprawia, że można wyjść na dwór w koszulce z krótkim rękawem i nadal czuć, że nastał ten przyjemny okres w roku. Zapalają się wszelakie światła uliczne, z okien bloków pada blask i czuję jak mózg wytwarza swoiste, osobliwe retrospekcje i wspomnienia. Jak to było kiedyś. Oglądam ostatnio seriale z dzieciństwa i taka przysłowiowa łezka mi się w oku kręci, chociaż tak naprawdę nie ronię ani jednej. Przypomina mi o tym dobitnie Internet. Czytam, oglądam różne informacje, albo wspomnienia internautów na temat seriali i kreskówek, które sam jako mały brzdąc, a nawet jako nastolatek w gimnazjum, oglądałem (Fineasz i Ferb, Młodzi Tytani, czy seria Totalna Porażka, tego zebrało się naprawdę wiele, ale na ten czas wspominam te ze względu na to, że one mi się przypominają z rozrzewnieniem).
Jestem teraz sam w domu, włączony mam Spotify, słucham ulubionych piosenek i myślę. Za oknem ciemno. Zrobiłem sobie kawę zbożową z mlekiem, bo tylko z nim piję jakąkolwiek kawę. Po czym analizuję mój żywot, naprawdę krótki, a jednak na tyle długi by wspominać. Lato. Co się robiło latem? Bawiło się. Jeździłem co roku do babci na wieś, gdzie można było pospacerować, zarówno nocą, jak i dniem, chociaż słońce dawało nieraz popalić i parzyło skórę. Myślę o ogniskach w sadzie, myślę o tych wszystkich zabawach, na które jestem już za stary. Naprawdę to wszystko szybko minęło, a tak naprawdę życie się niedawno zaczęło. Już podczas spaceru o tym myślałem, ale teraz sam, będąc w ciemnym domu z jedynym źródłem światła w postaci matrycy mojego laptopa, naprawdę mam czas i energię by spisać to tutaj. Ogarnia mnie taka pozytywna energia, bo to było naprawdę cudne. Patrzę na świat z 2006 i ten z 2019. 13 lat, a tyle zmian. Dzisiejsze dni są lepsze niż te sprzed kilkunastu lat. Niemniej jednak myślę także przykładowo o 2014. To był taki przejściowy rok. Ostatni, o którym myślę dzisiaj i uważam go za dawne dzieje. O 2015 nie mam takich przemyśleń. Jakaś dziwna bariera, granica, utworzona w mojej głowie. Zupełnie inny ja. Żyłem życiem wesołym, jak dzisiaj, ale to była inna wesołość. Nie potrafię porównać radości czternastolatka, do dziewiętnastolatka. Może wtedy byłem szczęśliwy tak po prostu, a teraz jestem szczęśliwy bo cały czas do tego dochodzę. Nie wiem czemu, ale w 2014 byłem najbardziej obyty z muzyką współczesną. Najnowsze hity teraz jakoś bardziej mnie omijają, kilka znam, ale jak patrzę na siebie wtedy to zupełnie inny ja byłem. Taki ogarnięty ekscytacją współczesnością, zelektryzowany nowościami i takim nastoletnim światem. W sumie teraz też jestem poderwany faktycznym stanem rzeczy, ale też czuję się uwięziony w realizmie. Omija mnie tyle rzeczy, które chcę zobaczyć. Chcę zwiedzać świat, bo czuję się tak naprawdę obywatelem całego globu, a nie tylko jego niewielkiego kawałka. Chcę już stać się ptakiem i odnaleźć swoją wolność, swobodę, niezależność.
Szukam siebie w kulturze, historii, językach, obyciu. Zamykam się w świecie informacji, które chcę przyjmować, bo te naprawdę mnie ciekawią. A propos tego, że piję kawę. Wiecie, że kawa dotarła do Polski pod koniec XVII wieku i popularność zdobyła najpierw w Gdańsku, gdzie powstały pierwsze kawiarnie zwane kafehausami? Wiedza niepotrzebna, ale jednak sprawia radość. Karmię się informacją, bo oprócz wody, tlenu i jedzenia potrzebuję wiedzy do funkcjonowania.
Jestem tu i teraz, kiedyś mnie nie będzie tak samo jak kiedyś mnie nie było. Warto wykorzystać czas na bycie kimś.
Kocham letnie wieczory. To jest właśnie ten stan, który napawa mnie różnymi obrazami rzeczywistości. Nocne spacery to idealny czas na przemyślenia. 

wtorek, 4 czerwca 2019

Randka wśród roślinności

Zanim zacznę, wczoraj dałem królikowi truskawkę. Pojechałem do Lublina specjalnie by je kupić, bo były tańsze niż w Łęcznej.
Dzisiaj natomiast pojechaliśmy z moim chłopakiem do Ogrodu Botanicznego.
Ładne kwiaty opadały z drzew i lądowały na trawie.


Śliczny wodospad. Obok ja, kupiłem za złotówkę karmę dla kaczek i je nią karmię.
W południowej części ogrodu znajdują się dwa stawy. To właśnie w ich okolicy znajdują się kaczki.


Będąc w CSK, z tarasów ujrzeliśmy wielką pięciozłotówkę wewnątrz której można było dowiedzieć się co nieco o historii polskiego złotego. Wracając przez Plac Litewski zauważyłem mnóstwo pudełek kształtowanych na urny wyborcze z okazji trzydziestolecia wyborów czerwcowych. Dzisiaj w całym kraju się świętuje, a ja sobie czytam trochę na ten temat. Cieszę się, że po 30 latach żyjemy jednak w wolnym kraju i mamy wolność słowa. Te złe czasy już minęły i miejmy nadzieję, że już nie wrócą. Naprawdę ważne jest to, by pamiętać o wyjątkowych postaciach - tych 161 posłach i 99 senatorach KO "Solidarność" wybieranych w całej Polsce.