Hubert Znajomski
Blog osobisty
piątek, 1 maja 2026
Majówkowo
poniedziałek, 27 kwietnia 2026
Charity washing
![]() |
| Mój wczorajszy wpis wywołał niemałe poruszenie |
W ubiegłym tygodniu, w polskiej przestrzeni internetowej pojawił się głośny streaming charytatywny zbierający pieniądze na leczenie raka, w którym wzięli udział celebryci, niekiedy znani z tego, że unikają płacenia podatków. Wpłacali po kilkaset tysięcy, albo nawet milion złociszy. Zgromadzono kwotę będącą ułamkiem dziennego budżetu NFZ, ale publika nazwała ich bohaterami, którzy robią więcej dla ludzi niż państwo polskie. Bogaci jedyne co mogą zrobić w celu pomocy to wygłupić się przed kamerą, ogolić sobie głowę, wystrzelić osobę niskorosłą z wielkiej procy i lansować się na trudnej sytuacji słabszych. Skomentowałem to i momentalnie stałem się wstrętnym komuchem oraz „panem marudą, niszczycielem dobrej zabawy” tak samo jak niektórzy opiniodawcy, dzielący się swoimi obiekcjami. Polacy mają fetysz organizowania zrzutek, a na samo słowo „podatek” wzdrygają się jakby zobaczyli zdekapitowane zwłoki. Mi też parokrotnie zdarzało się wpłacać drobne sumy, na tyle ile mogłem pomóc, osobom w kryzysach finansowo-zdrowotnych, ale też wiem, że mój piątak na zbiórce nie zbawi świata. Mam świadomość tego iż większość biorących udział w tej akcji miało dobre intencje i to o nich dobrze świadczy, wszak cel był szczytny, ale jednoczesna partycypacja osób, które pomimo zasobnego portfela wyciągały łapy po pomoc państwa na milionowe kwoty oraz tych co chciały sobie zrobić pozytywny PR po tym jak narozrabiały, nie budził mojego zaufania. Nie wspominając o korporacjach próbujących się wybielić w oczach gawiedzi, która w trymiga masowo ogłaszała w social mediach, że trzeba je wspierać oraz wybaczyła im wszystko. Charity washing zadziałał. Strach było otworzyć jakąkolwiek inną stronę niż Twitter, bo poza nim mało kto w ogóle wyrażał zdanie odrębne od tego co myśli większość, a jeśli już to zrobił, traktowano go jak szatana we własnej osobie. Mądrości ludowe we wpisach tylko podnosiły ciśnienie. NFZ to w ogóle jest niepotrzebny, nic nie robi i się przygląda. Taksy idą do polityków do sejmu i oni tam tymi pieniędzmi rozporządzają jak chcą, pchają je sobie do kieszeni i wydają na głupoty. Żywy przykład hasła „chleba i igrzysk” w przestrzeni publicznej. Może określenie „składka zdrowotna” należałoby zastąpić nazwą „zrzutka na polskie szpitale”, albo „subskrypcja na pomaganie chorym i biednym”? Najwięksi indywidualni darczyńcy dostawaliby nagrodę w postaci pozycji w tabeli wyników na stronie ministerstwa zdrowia, a gdyby próg przekroczył jakąś konkretną kwotę to założylibyśmy premierowi strój clowna, żeby podatnicy byli zadowoleni. W 2023 roku, w trakcie kampanii wyborczej zwracałem uwagę, że gdyby środki przeznaczone w poprzednich latach na Kościół Katolicki przetransferować na publiczne szpitale, niemalże całkowicie wyeliminowalibyśmy ich zadłużenie. Mało kogo to jednak interesowało. Po co człowiekowi rozum i dokształcanie się skoro tylko niepotrzebnie się denerwuje na powszechną ignorancję i populizm? Może i jestem złym marudą, miernotą intelektualną i socjaluchem przebrzydłym, ale wykorzystywanie empatii i cudzych pieniędzy do budowania własnego wizerunku mesjasza, robienie przy tym z państwa złodzieja i zatruwanie tysięcy umysłów poglądem, że lepiej jest uzależniać ochronę zdrowia od dobrej woli pseudofilantropów niż solidarności społecznej jest po prostu nieetyczne. Łatwiej jest wpłacić kilka złotych na zrzutkę i dzięki temu kupić sobie poczucie bycia dobrym człowiekiem, który potrafi się zjednoczyć w słusznej sprawie, zamiast wspierać budowę zakładów produkcyjnych lub finansowanie szkół, nauki i technologii. Bo przy tym nie ma żadnych fajerwerków, łzawych filmików ani sławnych twarzy mówiących ci jak bardzo jesteś super. Nie będę mówić tak ostrym językiem, jak co niektórzy z komentatorów, nazywających Polaków nieoświeconymi lemingami, którzy nie umieją sobą rządzić i klaszczą w teatrzyku dla gojów, niemniej jednak będę w trwodze zastanawiał się co jest z nami nie tak i czy tylko my jesteśmy tacy specyficzni.
niedziela, 26 kwietnia 2026
Zlepek ostatnich dni
Uchwyciłem dziś w trakcie przerwy mały, miejski krajobraz, który jakoś mi się spodobał.
środa, 22 kwietnia 2026
Sielankowa sceneria
wtorek, 21 kwietnia 2026
Progres po polsku
Te słowa o „stosunkowo niewielkiej grupie wyborców” jeszcze im się odbiją czkawką. Czy ktokolwiek w tej partii wie o tym, że oni i tak mają wśród przeciwników przypiętą ławkę „tęczowych”? Myślą, że to zmienią? Dobre sobie. Przypomnę, że Węgry od 17 lat mają związki partnerskie, których nawet niedawno obalony po 16 latach rządów autorytarny Orban nie mógł usunąć. Polska tego nawet nie potrafi. Nie wspomnę o państwach takich jak Nepal czy bardziej katolicka niż my Malta… tam normalnie facet z facetem i babka z babką mogą brać śluby. W Polsce pozostaje wyjechać w tym celu do Berlina, przemeldować się do Świdnicy albo Włocławka (bo tam są prezydenci z Lewicy) i liczyć, że ichniejsze urzędy dostosują się do wyroku. Cyrk na kółkach. Bareja miałby z czego wybierać do nowych filmów gdyby jeszcze żył.
niedziela, 19 kwietnia 2026
Wszystko kwitnie
Skończyłem przed szesnastą cały weekend zajęć, od których mieliśmy trzytygodniową przerwę. Przyjemnie mi się szło na uczelnię i z niej wracało. Trzy kwadranse piechotą w jedną stronę w takiej przyjemnej atmosferze i aż chce się człowiekowi żyć, co chwilę zatrzymać przy jakimś drzewu i pooglądać kwiaty i krzewy. Wszystko tak ślicznie pachnie, ptaki ćwierkają co rano. Kocham wiosnę.
czwartek, 16 kwietnia 2026
Myśli
Gdy byłem na Wielkanoc w Łęcznej to coś mnie tchnęło i zacząłem przyglądać się kolażom zdjęć nad moim łóżkiem. Przed sylwestrem doczepiałem kolejny, za 2025 rok. Sto osiemdziesiąt tycich kwadracików z ostatnich pięciu lat, które w telegraficznym skrócie pokazywały jak przez ten czas mi się wiodło i jak się zmieniałem. Nie umiem wytłumaczyć dlaczego czułem potrzebę ich druku i wywieszenia oraz dlaczego robi mi się przyjemnie kiedy na nie patrzę. Poniekąd mówię przez to sam do siebie, że może i nie jestem kimś znaczącym w rzeczywistym świecie, ale w moim własnym jestem najważniejszy. Być może kiedyś je zdejmę i włożę do jakiegoś specjalnego albumu, przeznaczonego tylko na powiększające się co roku zbiory i będę trzymał go na jakiejś półce, którą bym sobie samodzielnie zamontował.
Od kilku dni moja głowa znowu zaczyna nadmiernie przetwarzać swoją zawartość i ma ochotę eksplodować. Dziś w nocy machałem nogami z jakiejś ekscytacji spowodowanej nagromadzającymi się myślami. Informacje, które do mnie danego dnia dotarły się kumulowały i dawały o sobie znać. Zastanawiałem się nad czym warto było się skupić. Dlaczego nie mam wbudowanego jakiegoś włącznika, za którego pomocą mógłbym wybierać w których momentach jestem omnibusem pożerającym treści jak cukierki, a kiedy popadam w stan relaksu i uspokojenia? Teoretycznie takim włącznikiem jest sen, wysiłek fizyczny lub inne, drobne przyjemności. Wtedy moje centrum sterowania odpoczywa, ale do tego potrzebny jest nastrój i siła. Zresztą, jestem tylko człowiekiem, stworzonym z flaków - biologicznego układu mechanicznego, a nie robotem jak Edward Warchocki - nowa internetowa gwiazda, która stała się sławna na świecie ganiając dziki po Warszawie. Integruje się z otoczeniem, zaczepia ludzi, a ci są jego obecnością strasznie podekscytowani. Nowatorskie podejście do oswajania mas z nowoczesną techniką poprzez rozrywkę. Nawet ja to w jakiś sposób kupiłem. Nie umiem znaleźć złotego środka. Obchodzi mnie albo wszystko albo nic. Chroniczna obecność w Internecie dokonała pewnych zmian w moim sposobie komunikowania się na tyle, że w prawdziwym życiu nierzadko moimi reakcjami na pewne zdarzenia są terminologie zaczerpnięte właśnie z tamtejszej subkultury, którą mimowolnie przyjmuję, a kiedy odbiorca z zewnętrznego świata rozumie aluzje do tego co zaanonsuję, mam przeświadczenie, że wywodzę się ze zdefiniowanej tylko w mojej wyobraźni frymuśnej pepiniery.
Ot, takie myśli mi towarzyszą. Jest mi dużo lepiej kiedy coś napiszę. Zwłaszcza w mojej książce, która liczy sobie już 365 stron i siedemnaście rozdziałów. Za jakieś dwie godzinki pójdę się zbyczyć na siłowni i zrobi mi się jeszcze lepiej, bo lubię się zmieniać w baobab.
środa, 15 kwietnia 2026
Atropia 2
wtorek, 14 kwietnia 2026
Lecący czas
niedziela, 12 kwietnia 2026
Bukowno i Diabla Góra
Dzisiaj wybraliśmy się do Bukowna, koło Olkusza. Szliśmy niebieskim szlakiem przez około siedem kilometrów i zaliczyliśmy przy okazji niewielki szczyt - Diablą Górę! Piękna okolica.
sobota, 11 kwietnia 2026
Nowość
środa, 8 kwietnia 2026
Pod Baranami
Przed chwilą się skończył. Jestem pod wrażeniem. Grał na moich emocjach.
poniedziałek, 6 kwietnia 2026
Lubelskie południe
Garść zdjątek z Zemborzyc. Odwiedziliśmy rodzinkę, zjedliśmy dobry obiadek i jakiś kwadrans temu wróciliśmy do domu.
sobota, 4 kwietnia 2026
piątek, 3 kwietnia 2026
Betonowa sieć dla miasta Łęczna
Jeszcze jedna rzecz mnie zasmuciła. Nabrzeże idące dalej, w kierunku Karolina i Kijan też jest wycinane w znacznym stopniu.
Dla porównania - jak to wyglądało kiedyś.
Zanim ktoś wytknie mi manipulację, ze zdjęcia były zrobione w innych okresach. Wziąłem tylko te co były robione w kwietniu zeszłego roku (jedynie to ostatnie zrobione było w maju 2022). Co do innych ujęć. Niestety tylko takie mam z przeszłości. Jest to już trzecia wycinka na tym terenie. Pragnę nadmienić, że jest to część Nadwieprzańskiego Parku Krajobrazowego! Tak, parku krajobrazowego…
czwartek, 2 kwietnia 2026
Łęczyńskie błota
A co do samych błot? Nie ukrywam, że okolica jest malownicza. Przeszliśmy jakieś dwa kilometry w jedną stronę po kładkach wybudowanych na podmokłym terenie i było co podziwiać. Gdyby tylko dostęp był łatwiejszy i chociaż dało się jakoś lepiej zaparkować poza prywatnym parkingiem, który kosztuje osiem złotych i nie do końca wiadomo do której i kiedy jest otwarty (jak przyjechaliśmy to już nie był).
środa, 1 kwietnia 2026
Pyszny stroik
niedziela, 29 marca 2026
Po wszystkim
piątek, 27 marca 2026
Maczuga i zamek
W tej części Ojcowskiego Parku Narodowego jeszcze mnie nigdy nie było. Zajechaliśmy do Sułoszowej, żeby zobaczyć Maczugę Herkulesa i Zamek na Pieskowej Skale. Pogoda nieco markotna, to nie do końca chciało się łazić. W Zakopanem spadło dużo śniegu, a my teraz borykamy się z siąpiącym deszczem przemieszczając się przez małe wioski.




















































