Pingwin i żyrafa.
Boa dusiciel i hipopotamek karłowaty!
Blog osobisty
Sesja zimowa zakończyła się powodzeniem, bez konieczności poprawiania jakichkolwiek egzaminów, dzięki czemu cały luty będzie wolny od zajęć i zmartwień dotyczących nauki. Pierwszą połowę miesiąca chciałem zatem „przebimbać” i gdy wszystko pozałatwiałem, wsiadłem wczoraj w pociąg relacji Kraków-Hrubieszów, tuż przed ósmą rano i przez sześć godzin jechałem przez Polskę w rodzinne strony, do babci. Zostanę do niedzieli, a potem pojadę do Łęcznej na parę dni. Do Krakowa zamierzam wrócić przed Walentynkami. Szykuje się maraton grania na PS5.
A natchnęło mnie coś dzisiaj i przed wyjściem z domu nie tylko ogoliłem brodę, ale też głowę.
Sztuka miała miejsce na barce, stąd motywem przewodnim był rejs na Wyspy Kanaryjskie. Moja rola ograniczała się do bycia stereotypowym, napakowanym, głupkowatym i rozkosznym wesołkiem, który razem ze swoim kolegą po fachu słucha się kapitanki i oficerki. W jednej ze scen, draguska zrywała z nas koszulki i przez to ostentacyjnie mdlała, a my ją parokrotnie podnosiliśmy. Miałem za sobą tylko kilka prób przed wielkim występem i ogarniał mnie wielki stres, że nie podołam i pomieszam choreografię. Tańczyliśmy raz podstawowego cancana, strzelaliśmy migoczącymi wachlarzami i robiliśmy obroty, rzucając w siebie miotłami. Byłem tak „głupi”, że oficerka musiała mi pokazywać jak się zamiata podłogę. Oczywiście tak było w scenariuszu. W drugim akcie dostałem nieco inną rolę. Grałem policjanta, będąc przy tym w mojej masce psa. Dostałem oficerską czapeczkę i miałem obwąchiwać scenografię w poszukiwaniu pieniędzy. Kiedy je znalazłem, rozkazano mi pójść na widownię i obwąchiwać różnych ludzi, żeby sprawdzić czy i oni gdzieś nie chowają poszukiwanych banknotów.
Drag queens były wspaniałe. Zarówno na scenie, jak i poza nią. Uwielbiałem w tym grać. Wszyscy aktorzy się nawzajem wspierali i cieszyli się ze swoich dobrych występów. Chętnie to kiedyś powtórzę! Ogromne propsy dla Lisandry, Judy Chersand, Papiny McQueen, Uwaga Remont i Misstake oraz dla Sławka, który był marynarzem tak samo jak ja.