Hubert Znajomski
Blog osobisty
wtorek, 3 listopada 2026
Wsi spokojna
poniedziałek, 2 listopada 2026
Nowy nałóg
Na wsi też jest PlayStation 5 i mogłem zalogować się na swoje konto i pograć w kilka gierek. W sobotę udało mi się po raz drugi przejść Until Dawn i to nie byle jak, bo uratowałem wszystkich bohaterów (za pierwszym podejściem uratowałem tylko Matta i Mike’a) i dostałem za to cztery złote trofea (notabene, te trofea to tak czadowa rzecz, kocham ten dźwięk, kiedy pojawiają się w rogu ekranu). Kupiłem też kilka gier (większość na promocji), w tym najnowsze GTA VI, które ma premierę za niecałe trzy tygodnie (kuzyn kupował, to nie mogłem być gorszy, zresztą, dla tej gry między innymi kupiłem własną konsolę). Czuję się jakbym sprawił radość młodszemu mnie, który o grach mógł co najwyżej czytać w czasopismach lub grać w nie jako gość u kogoś innego w domu. Tekken 8 kupiłem jeszcze w Krakowie, z sentymentu do piątej części, w którą grałem kiedy miałem PlayStation 2. Byłem szczególnie ciekaw polskiej postaci - Lidii Sobieskiej. Poza tym, jest tam panda!
piątek, 30 października 2026
Wsie moje
Wsiadłem o ósmej w pociąg z Krakowa do Werbkowic. Niedawno dojechałem do babci i naszło mnie na podzielenie się tym co spisałem w wagonie do mojego memuaru. Zapewne będę robił jakieś poprawki, ale na ten moment ta wersja wygląda tak (pominąłem kilka niedługich fragmentów).
Półtora tygodnia później, w piątek, na dwa dni przed końcem października, pojechałem z samego rana pociągiem do babci. Zdążyłem kilka dni wcześniej skończyć „Świata jest za dużo” i zabrać się za kolejną lekturę. Była to ta książka, która przegrała z „Odrzanią” - „Granice Świata” Jonna Eledge’a. Kupiłem ją na długo zanim skończyłem poprzedniczkę, bo chciałem mieć coś na zapas. W chwili wolnej od przeglądania wypełniałem myśli wyobrażeniami o tym co nastąpi w nadchodzącym tygodniu oraz tym co się wydarzyło w mijającym. Wtorek był zdecydowanie najlepszy. (…) Wieczorem, tego samego dnia, wyszedłem na spacer. Zdecydowałem się, pod wpływem impulsu, na ruch wariacki i w sklepie, do którego wszedłem, żeby tylko pooglądać asortyment, zdecydowałem się na zakup konsoli PlayStation 5. Pisałem do wszystkich, że mnie porąbało, ale nie mogłem się powstrzymać. Naszło mnie i już. Konwersowałem wesolutki, jak typowy mężczyzna przy tego typu transakcjach, ze sprzedawcą, nie mogąc się doczekać aż stanę się nabywcą nowego przedmiotu, takiego z wyższej półki, nowoczesnego znaku czasów - globalistycznego artefaktu lat dwudziestych dwudziestego pierwszego wieku. Kosztował mnie ponad trzy tysiące, ale mnie to nie zabolało. Dlaczego to w ogóle zrobiłem? Z potrzeby bycia chaotycznie spontaniczną jednostką. W ten sposób daję sobie i otoczeniu do zrozumienia, że żyję najciekawiej jak się tylko da i tak było od zawsze. To moja interpretacja znaczenia carpe diem. Wróciłem do domu po emocjonującej przejażdżce tramwajem spod dworca, z ogromną papierową torbą, którą cały czas trzymałem od spodu z obawy, że uchwyty nie wytrzymają jej ciężaru. Zabrałem się po chwili odpoczynku za konfigurowanie zdobyczy na telewizorze, z pomocą współlokatora, który nie mógł wyjść z podziwu. Komentował, że nigdy by nie pomyślał iż w jego domu kiedykolwiek pojawi się takie urządzenie jak to. Zrobił mi zdjęcie przy drzwiach wejściowych, jak uradowany trzymam pudełko, żeby tylko uwiecznić ten moment. Rozpływał się chyba bardziej niż ja nad jego funkcjami i jednocześnie biadolił na dźwięki i sterowanie kontrolerem, które nazywał antyludzkim i ciężkim do wyuczenia. Delikatnie darłem z niego łacha. Próbowałem mu tłumaczyć jak co działa, a on klął pod nosem, sfrustrowany. Ledwie trzy dni minęły, a ja dalej przeżywałem mój spersonalizowany interfejs wraz z zainstalowanymi aplikacjami streamingowymi oraz UX. Zacząłem snuć zaktualizowaną wizję mojej wymarzonej pracowni. Obok półki z książkami miałbym też taką z grami, podobną do tej co miałem za dzieciaka, kiedy to śmigałem na PlayStation 2, tylko zrobiłbym ją lepszą i ładniejszą. Gry wideo to istne dzieła sztuki. Z pełnym przekonaniem mogę stwierdzić, że są ostatecznym Gesamtkunstwerkiem.
Śledziłem trasę i czerpałem najczystszą satysfakcję z jej przebiegu, ponieważ jechaliśmy przez Mielec i Tarnobrzeg zamiast przez Sędziszów Małopolski, Rzeszów i Łańcut. Tym samym ominęliśmy przeworski gwałtowny skręt na Stalową Wolę, przez który całość drogi na mapie wyglądała jak lustrzane odbicie litery „Z”. Tak bardzo nie lubię tego skrętu, że do Lublina jeżdżę tylko przez Kielce, bo jadąc przez Podkarpacie nie sposób go uniknąć. Złapało mnie ożywienie gdy wjechałem do Biłgoraja. Nie tylko dlatego, że pojawiłem się w granicach administracyjnych mojego rodzinnego województwa. To był znak zbliżającego się końca podróży, mimo że przede mną było jeszcze półtorej godziny jazdy. Szybko to jednak mijało. Tereszpol Biłgorajski, Zwierzyniec, Szczebrzeszyn, Zawada i w końcu trzy Zamoście. Prawie cały pociąg zdążył wysiąść, a ja jeden z nielicznych zostałem jeszcze na następny przystanek. Zawsze mnie ciekawiło ilu ludzi przejeżdża całą trasę i czy ktokolwiek z garstki pasażerów wysiadających na mojej stacji również tę podróż rozpoczynał w Krakowie. Miałem też nową zagwozdkę - dlaczego pociąg z Krakowa do Hrubieszowa nie nosi nazwy Wiktor Zin, tylko Hetman lub Kasztelan, w zależności o której godzinie się wyjeżdża? Przecież nie istnieje lepszy patron dla tej relacji.
Wysiadłem przed czternastą. Szedłem do wyjścia z peronu, z wielgachnym, ale prawie pustym turystycznym plecakiem, przewieszonym przez jedno ramię. Przygotowałem się na babciną wyprawkę spożywczo-tekstylną, którą otrzymam jak tylko będę wracał. Podwózka już na mnie czekała. Musiałem jeszcze wybrać się do sklepu, żeby kupić znicze, które miałem zapalić w Zaduszki. Tabliczki z miejscowościami i znajome krajobrazy praktycznie takie same od dwudziestu kilku lat, w pewien niewytłumaczalny, swojski sposób obdarowywały moje zmysły odprężeniem. Nie znam w Krakowie nikogo, oprócz mojej kuzynki, kto kojarzyłby ich nazwy, a tym bardziej kto kręciłby się w ich pobliżu, co jest na swój sposób fascynujące. To są te wioski, które mój chłopak mógłby mijać z obojętnością, nie znając ani jednej historii z nimi związanej. Gdyby było nam dane kiedykolwiek przez nie przejeżdżać razem, to na moich barkach spoczęłoby opowiedzenie mu o tym co się w tych stronach działo. To co znam pośrednio i bezpośrednio. Tak jak on opowiadał mi o lokalnych perypetiach w bliskich jego sercu podkrakowskich osadach podczas naszych wycieczek.
Starówka w Zamościu i San na moście w Nisku, widoczne z okna dzisiejszej trasy.
I moja uśmiechnięta, podróżnicza mordka.
wtorek, 27 października 2026
Szczęśliwy wariat
niedziela, 25 października 2026
Bardzo podobał mi się dzisiejszy dzień
piątek, 23 października 2026
środa, 21 października 2026
Nowy Park
wtorek, 20 października 2026
Książkoholizm bez zapowiedzi
czwartek, 15 października 2026
Album z głupiutkich marzeń
środa, 14 października 2026
Pan da sól i pieprz
poniedziałek, 12 października 2026
Ciutka dumy
Wróciłem niedawno z siłowni. Poczułem chyba pierwszą od lata satysfakcję z wyglądu mojego ciała. Ostatnio szukałem w nim samych wad. Że mam za dużo tłuszczu, albo że się zmniejszyłem. Dzisiaj jednak spojrzałem na siebie i pomyślałem, że jest dobrze. Bez szukania na siłę wad. Dobrze jest tak się czuć. Chciałbym częściej.
niedziela, 11 października 2026
Wyborca
Jak można się domyślić, jestem zadowolony z dzisiejszych wyników wyborów. Gratuluję panu Gibale zwycięstwa. Po raz drugi w moim wyborczym życiu ktoś na kogo zagłosowałem będzie piastował urząd, o który się ubiega. Zabawne.
sobota, 10 października 2026
Książkowy
Dzisiejszego popołudnia poszedłem do centrum handlowego, żeby potowarzyszyć współlokatorowi w odbieraniu paczki z Empiku. Sterczałem przez pół godziny na półce z literaturą faktu. Były dwie książki, do których mnie mocno ciągnęło. Jedna, bardzo gruba, o granicach państwowych i o tym jak zmieniły świat. Druga - „Odrzania” Zbigniewa Rokity, o ziemiach odzyskanych. Oba tematy typowo moje. Moją głowę raziły przyjemne prądy, na myśl, że mógłbym mieć takie dzieła w kolekcji. Trzy razy szedłem do kasy i się wracałem zmieniając zdanie. Krążyłem wokół półek z dwoma wolumenami płacząc w środku i dokonując kalkulacji ile bym zapłacił kupując jedną, a ile kupując dwie ponieważ oba warianty dawały mi diametralnie różne zniżki. Ostatecznie wygrała druga opcja i wróciłem do domu z „Odrzanią”, a drugą książkę najwyżej kupię kiedy indziej.
Co zabawne, wczoraj również wyszliśmy w okolice centrum handlowego, żeby kupić narzędzia do naprawy spłuczki. Jako że ani ja, ani współlokator nie jesteśmy typem majsterkowiczów, baliśmy się niepowodzenia. Siedzieliśmy przy tym przez kilkanascie minut, ale udało nam się ostatecznie ją naprawić. Współlokator jest definitywnie bardziej dumny niż ja.
czwartek, 8 października 2026
Gminny
Popołudniem rozwiązywałem quiz (LINK) z wszystkimi gminami w Polsce na mapie. W 90 minut trzeba było wymienić jak najwięcej, ale wymieniłem tylko 1029 z 2479 i uważam, że mogło mi pójść lepiej. Na przykład Torzym lub Piaseczno mogłem wpisać. Albo Zgorzelec (o zgrozo, przecież to takie duże miasto, w porównaniu z większością wymienionych przeze mnie gmin). A teraz siedzę sobie w Lindo i czekam na swoją kolej na karaoke.
środa, 7 października 2026
Półka
wtorek, 6 października 2026
Muzeum Lotnictwa
Najbardziej spodobała mi się ekspozycja „Skrzydła Wielkiej Wojny” przedstawiająca szczegółowo sposób działania lotnictwa w trakcie I Wojny Światowej. Otwarto ją w 2014 roku, w stulecie jej wybuchu.
Muzeum funkcjonuje na terenie dawnego lotniska Rakowice-Czyżyny, zamkniętego w latach sześćdziesiątych.
poniedziałek, 5 października 2026
Baobabieję
niedziela, 4 października 2026
Jesienny pokaz ciemności
Wyszedłem kilka minut po 23 na spacer i tak sobie człapię przez moje rejony ze słuchawkami w uszach. Wczoraj miałem swój pierwszy dzień zajęć na trzecim roku studiów. Dzisiaj natomiast nie miałem żadnych. Miałem jeden plan na ten weekend - odwiedzenie muzeum lotnictwa, bo wczoraj były darmowe wejściówki, ale mój chłopak nie zdążył przyjechać, a samemu nie miałem ochoty zwiedzać. Na szczęście we wtorek będzie kolejna szansa i mam nadzieję, że się uda.
piątek, 2 października 2026
Cieplutko
środa, 30 września 2026
Zamieszkaj w baraku za cenę minimalnej krajowej
![]() |
| Link do oferty |
wtorek, 29 września 2026
Tramwajarz
Nadal nie mogę się przestać ekscytować linią tramwajową obok mnie. Dzisiaj wracałem z urzędu (GUP jest strasznie, ale to strasznie daleko od centrum) i wysiadłem przystanek wcześniej, na Rondzie Młyńskim, żeby zobaczyć jak się prezentuje. W porównaniu do Ronda Polsad jest znacznie skromniejszy, a korytarze podziemne ograniczono do minimum. A szkoda. Jakże tu ładnie!
poniedziałek, 28 września 2026
Niunio
Okazjonalnie zdarza mi się popadać w przygnębienie na myśl, że nie jestem już dzieckiem. Rok wcześniej inna z moich cioć poszła ze mną do sklepu obuwniczego i powiedziała, że mam wziąć takie, które mi się najbardziej podobają i nie zważać na ich cenę. Tak też zrobiłem, choć po cichu odrzucałem te najdroższe. Napełniała mnie jednocześnie pewna miłość i wdzięczność, połączona z zakłopotaniem i niewiedzą co ze sobą zrobić. Gdy zostałem sam w pokoju gościnnym z pudełkiem nowych Reeboków, popłakałem się, bo zacząłem sobie uświadamiać, że są to tak naprawdę ostatnie momenty, kiedy ci „prawdziwi” dorośli, obecni w moim życiu od mojej maleńkości, traktują mnie z tego rodzaju troską, jakbym był tym samym niewinnym niuniem co dwadzieścia lat temu.
Takie oto mam rozkminy. Wróciłem niedawno z siłowni. Niby koniec września, ale dzisiaj było tak ciepło i przyjemnie. Przez najbliższe dni ma być podobnie.
niedziela, 27 września 2026
Wybornie
czwartek, 24 września 2026
Alarmy
środa, 23 września 2026
Dom Dolores
Najpierw odwiedziłem ciocię, która dała mi spóźniony prezent na urodziny w postaci kubka z pandą na etykiecie. Przed dwudziestą drugą natomiast dojechałem z mamą do Łęcznej, gdzie czekała na mnie Dolores. Ona też mi wręczyła spóźniony, niemniej jednak wspaniały prezent! Swoją obecność.


















































