poniedziałek, 27 kwietnia 2026

Charity washing

Mój wczorajszy wpis wywołał niemałe poruszenie

W ubiegłym tygodniu, w polskiej przestrzeni internetowej pojawił się głośny streaming charytatywny zbierający pieniądze na leczenie raka, w którym wzięli udział celebryci, niekiedy znani z tego, że unikają płacenia podatków. Wpłacali po kilkaset tysięcy, albo nawet milion złociszy. Zgromadzono kwotę będącą ułamkiem dziennego budżetu NFZ, ale publika nazwała ich bohaterami, którzy robią więcej dla ludzi niż państwo polskie. Bogaci jedyne co mogą zrobić w celu pomocy to wygłupić się przed kamerą, ogolić sobie głowę, wystrzelić osobę niskorosłą z wielkiej procy i lansować się na trudnej sytuacji słabszych. Skomentowałem to i momentalnie stałem się wstrętnym komuchem oraz „panem marudą, niszczycielem dobrej zabawy” tak samo jak niektórzy opiniodawcy, dzielący się swoimi obiekcjami. Polacy mają fetysz organizowania zrzutek, a na samo słowo „podatek” wzdrygają się jakby zobaczyli zdekapitowane zwłoki. Mi też parokrotnie zdarzało się wpłacać drobne sumy, na tyle ile mogłem pomóc, osobom w kryzysach finansowo-zdrowotnych, ale też wiem, że mój piątak na zbiórce nie zbawi świata. Mam świadomość tego iż większość biorących udział w tej akcji miało dobre intencje i to o nich dobrze świadczy, wszak cel był szczytny, ale jednoczesna partycypacja osób, które pomimo zasobnego portfela wyciągały łapy po pomoc państwa na milionowe kwoty oraz tych co chciały sobie zrobić pozytywny PR po tym jak narozrabiały, nie budził mojego zaufania. Nie wspominając o korporacjach próbujących się wybielić w oczach gawiedzi, która w trymiga masowo ogłaszała w social mediach, że trzeba je wspierać oraz wybaczyła im wszystko. Charity washing zadziałał. Strach było otworzyć jakąkolwiek inną stronę niż Twitter, bo poza nim mało kto w ogóle wyrażał zdanie odrębne od tego co myśli większość, a jeśli już to zrobił, traktowano go jak szatana we własnej osobie. Mądrości ludowe we wpisach tylko podnosiły ciśnienie. NFZ to w ogóle jest niepotrzebny, nic nie robi i się przygląda. Taksy idą do polityków do sejmu i oni tam tymi pieniędzmi rozporządzają jak chcą, pchają je sobie do kieszeni i wydają na głupoty. Żywy przykład hasła „chleba i igrzysk” w przestrzeni publicznej. Może określenie „składka zdrowotna” należałoby zastąpić nazwą „zrzutka na polskie szpitale”, albo „subskrypcja na pomaganie chorym i biednym”? Najwięksi indywidualni darczyńcy dostawaliby nagrodę w postaci pozycji w tabeli wyników na stronie ministerstwa zdrowia, a gdyby próg przekroczył jakąś konkretną kwotę to założylibyśmy premierowi strój clowna, żeby podatnicy byli zadowoleni. W 2023 roku, w trakcie kampanii wyborczej zwracałem uwagę, że gdyby środki przeznaczone w poprzednich latach na Kościół Katolicki przetransferować na publiczne szpitale, niemalże całkowicie wyeliminowalibyśmy ich zadłużenie. Mało kogo to jednak interesowało. Po co człowiekowi rozum i dokształcanie się skoro tylko niepotrzebnie się denerwuje na powszechną ignorancję i populizm? Może i jestem złym marudą, miernotą intelektualną i socjaluchem przebrzydłym, ale wykorzystywanie empatii i cudzych pieniędzy do budowania własnego wizerunku mesjasza, robienie przy tym z państwa złodzieja i zatruwanie tysięcy umysłów poglądem, że lepiej jest uzależniać ochronę zdrowia od dobrej woli pseudofilantropów niż solidarności społecznej jest po prostu nieetyczne. Łatwiej jest wpłacić kilka złotych na zrzutkę i dzięki temu kupić sobie poczucie bycia dobrym człowiekiem, który potrafi się zjednoczyć w słusznej sprawie, zamiast wspierać budowę zakładów produkcyjnych lub finansowanie szkół, nauki i technologii. Bo przy tym nie ma żadnych fajerwerków, łzawych filmików ani sławnych twarzy mówiących ci jak bardzo jesteś super. Nie będę mówić tak ostrym językiem, jak co niektórzy z komentatorów, nazywających Polaków nieoświeconymi lemingami, którzy nie umieją sobą rządzić i klaszczą w teatrzyku dla gojów, niemniej jednak będę w trwodze zastanawiał się co jest z nami nie tak i czy tylko my jesteśmy tacy specyficzni. 

niedziela, 26 kwietnia 2026

Zlepek ostatnich dni

Jeszcze w środę po udanej wędrówce na wzgórze w Miękini znalazłem czas na trening siłowy w Trzebini. W czwartkowe popołudnie wróciłem do Krakowa, żeby móc już następnego dnia odbyć zajęcia na studiach, które trwały cały weekend. Wczoraj wieczorem po zajęciach brałem udział w małej imprezce, z której musiałem się zmyć przed północą, albowiem dzisiaj czekała mnie pobudka przed szóstą trzydzieści, żeby zdążyć na ósmą na uczelnię. Nie ma nic gorszego niż zaczynanie zajęć tak wcześnie, i to w niedzielę. Nie wierzyłem w siebie, że wytrzymam do szesnastej, ale jednak mi się udało i nie żałuję, bo miałem dużo ciekawych i ekscytujących tematów do dyskusji. 
Uchwyciłem dziś w trakcie przerwy mały, miejski krajobraz, który jakoś mi się spodobał. 

środa, 22 kwietnia 2026

Sielankowa sceneria

Dzisiaj po dwunastej wyruszyliśmy w niedługą, dwugodzinną wędrówkę na jedno z okolicznych wzniesień w Miękini i z powrotem. Spacerowaliśmy sobie żwawym krokiem przez polne dróżki. Kojarzy mi się to nieco z moją rodzinną wsią, ale tutaj jest w niektórych miejscach dużo więcej zabudowań. 

wtorek, 21 kwietnia 2026

Progres po polsku

Wyrok TSUE w sprawie uznania przez państwo polskie zagranicznego aktu małżeństwa dwóch mężczyzn wydawał się krokiem naprzód w kwestii zwiększenia praw osób LGBT w Polsce. Niestety, tylko wydawał. Premier Donald Tusk i działacze KO, w tym Rafał Trzaskowski, który rok temu przegrał wybory, których nie dało się przegrać, właśnie między innymi przez miałkość i brak twardego stanowiska (a i tak zagłosowałem w drugiej turze, bo co innego mi zostało) jasno się opowiedzieli, że nie są po naszej stronie i od kilkunastu lat tak naprawdę lawirują deklarując poparcie dla związków partnerskich i małżeństw jednopłciowych. Koalicja Obywatelska jawnie mówiąc takie rzeczy, że jesteśmy „stosunkowo niewielką grupą wyborców” po prostu pluje nam w twarz, bo to też dzięki naszej energii i sile udało się pokonać PiS, który najwyraźniej już w przyszłym roku wróci w skrajniejszym, prawicowym bloku z Braunem i konfederatami na czele. To nie geje będą temu winni, tylko zwykła nieudolność obecnej koalicji rządzącej, która w zasadzie już się sypie. KO to jest jeden wielki chodzący pragmatyzm i reakcjonizm polityczny. Jednocześnie oświadczają wszem i wobec, że oni są nowocześni i proeuropejscy, ale gdy przychodzi co do czego, wyłażą z nich konserwy obyczajowe, które unijne wyroki mają w nosie.  

Te słowa o „stosunkowo niewielkiej grupie wyborców” jeszcze im się odbiją czkawką. Czy ktokolwiek w tej partii wie o tym, że oni i tak mają wśród przeciwników przypiętą ławkę „tęczowych”? Myślą, że to zmienią? Dobre sobie. Przypomnę, że Węgry od 17 lat mają związki partnerskie, których nawet niedawno obalony po 16 latach rządów autorytarny Orban nie mógł usunąć. Polska tego nawet nie potrafi. Nie wspomnę o państwach takich jak Nepal czy bardziej katolicka niż my Malta… tam normalnie facet z facetem i babka z babką mogą brać śluby. W Polsce pozostaje wyjechać w tym celu do Berlina, przemeldować się do Świdnicy albo Włocławka (bo tam są prezydenci z Lewicy) i liczyć, że ichniejsze urzędy dostosują się do wyroku. Cyrk na kółkach. Bareja miałby z czego wybierać do nowych filmów gdyby jeszcze żył.

niedziela, 19 kwietnia 2026

Wszystko kwitnie


Skończyłem przed szesnastą cały weekend zajęć, od których mieliśmy trzytygodniową przerwę. Przyjemnie mi się szło na uczelnię i z niej wracało. Trzy kwadranse piechotą w jedną stronę w takiej przyjemnej atmosferze i aż chce się człowiekowi żyć, co chwilę zatrzymać przy jakimś drzewu i pooglądać kwiaty i krzewy. Wszystko tak ślicznie pachnie, ptaki ćwierkają co rano. Kocham wiosnę. 

czwartek, 16 kwietnia 2026

Myśli

Gdy byłem na Wielkanoc w Łęcznej to coś mnie tchnęło i zacząłem przyglądać się kolażom zdjęć nad moim łóżkiem. Przed sylwestrem doczepiałem kolejny, za 2025 rok. Sto osiemdziesiąt tycich kwadracików z ostatnich pięciu lat, które w telegraficznym skrócie pokazywały jak przez ten czas mi się wiodło i jak się zmieniałem. Nie umiem wytłumaczyć dlaczego czułem potrzebę ich druku i wywieszenia oraz dlaczego robi mi się przyjemnie kiedy na nie patrzę. Poniekąd mówię przez to sam do siebie, że może i nie jestem kimś znaczącym w rzeczywistym świecie, ale w moim własnym jestem najważniejszy. Być może kiedyś je zdejmę i włożę do jakiegoś specjalnego albumu, przeznaczonego tylko na powiększające się co roku zbiory i będę trzymał go na jakiejś półce, którą bym sobie samodzielnie zamontował.

Od kilku dni moja głowa znowu zaczyna nadmiernie przetwarzać swoją zawartość i ma ochotę eksplodować. Dziś w nocy machałem nogami z jakiejś ekscytacji spowodowanej nagromadzającymi się myślami. Informacje, które do mnie danego dnia dotarły się kumulowały i dawały o sobie znać. Zastanawiałem się nad czym warto było się skupić. Dlaczego nie mam wbudowanego jakiegoś włącznika, za którego pomocą mógłbym wybierać w których momentach jestem omnibusem pożerającym treści jak cukierki, a kiedy popadam w stan relaksu i uspokojenia? Teoretycznie takim włącznikiem jest sen, wysiłek fizyczny lub inne, drobne przyjemności. Wtedy moje centrum sterowania odpoczywa, ale do tego potrzebny jest nastrój i siła. Zresztą, jestem tylko człowiekiem, stworzonym z flaków - biologicznego układu mechanicznego, a nie robotem jak Edward Warchocki - nowa internetowa gwiazda, która stała się sławna na świecie ganiając dziki po Warszawie. Integruje się z otoczeniem, zaczepia ludzi, a ci są jego obecnością strasznie podekscytowani. Nowatorskie podejście do oswajania mas z nowoczesną techniką poprzez rozrywkę. Nawet ja to w jakiś sposób kupiłem. Nie umiem znaleźć złotego środka. Obchodzi mnie albo wszystko albo nic. Chroniczna obecność w Internecie dokonała pewnych zmian w moim sposobie komunikowania się na tyle, że w prawdziwym życiu nierzadko moimi reakcjami na pewne zdarzenia są terminologie zaczerpnięte właśnie z tamtejszej subkultury, którą mimowolnie przyjmuję, a kiedy odbiorca z zewnętrznego świata rozumie aluzje do tego co zaanonsuję, mam przeświadczenie, że wywodzę się ze zdefiniowanej tylko w mojej wyobraźni frymuśnej pepiniery.

Ot, takie myśli mi towarzyszą. Jest mi dużo lepiej kiedy coś napiszę. Zwłaszcza w mojej książce, która liczy sobie już 365 stron i siedemnaście rozdziałów. Za jakieś dwie godzinki pójdę się zbyczyć na siłowni i zrobi mi się jeszcze lepiej, bo lubię się zmieniać w baobab.

środa, 15 kwietnia 2026

Atropia 2

W ostatnią sobotę odbyła się druga edycja Atropii (więcej info) i znów na niej występowałem jako tancerz. 
Chciałbym znów podziękować organizatorom za stworzenie czegoś tak wspaniałego. Jestem też ogromnie wdzięczny za zdjęcia, które zrobił fotograf - Pup Hunter! Są rewelacyjne! Do zobaczenia za miesiąc, tuż po marszu równości! 

wtorek, 14 kwietnia 2026

Lecący czas

Jakoś tak nie do końca jestem w stanie pojąć, że minął ponad tydzień od Wielkanocy, nie trenowałem od dziewięciu dni i dopiero dzisiaj udało mi się cokolwiek w tej kwestii zrobić. Próbowałem zrobić to wczoraj wieczorem, ale jak na złość cukier mi zaczął skakać około dziewiętnastej i przez dwie godziny nie chciał spaść, więc udałem się na kilkukilometrowy spacer, żeby tego cukrowego diabła pogonić. W godzinę z 333 zmalał do około 80, czyli aż czterokrotnie! I akurat musiało się to wydarzyć w godzinach przed zamknięciem wszystkich siłowych przybytków. Przynajmniej dzisiaj było ładnie. 

niedziela, 12 kwietnia 2026

Bukowno i Diabla Góra


Dzisiaj wybraliśmy się do Bukowna, koło Olkusza. Szliśmy niebieskim szlakiem przez około siedem kilometrów i zaliczyliśmy przy okazji niewielki szczyt - Diablą Górę! Piękna okolica. 

Niedawno też skończyły się wybory na Węgrzech, na których mocno mi zależy, bo bardzo lubię ten kraj. Z tego co na ten moment wiadomo, opozycja ociera się o większość konstytucyjną i szykuje się naprawdę ostra noc pod względem śledzenia tamtejszych wyników. Mam nadzieję, że będzie dobrze. Węgrzy uratowali rok temu Rumunię przed skrajnie prawicowym prezydentem, niech i uratują swój kraj, bo na to zasługują. Lengyel, Magyar - két jó barát!

sobota, 11 kwietnia 2026

Nowość

Trafiło mi się wczoraj na zmianę w Nalefce (dziesięć godzin, ale było milutko i przyjemnie) i mogłem przy okazji zobaczyć jak świetnie wygląda odnowione Lindo, które parę tygodni temu przeżyło metamorfozę. No rewelacja. Jest dużo więcej przestrzeni, a scena robi niesamowite wrażenie. Zupełnie inne miejsce niż jeszcze na początku roku. Aprobuję! 

środa, 8 kwietnia 2026

Pod Baranami

Wziąłem Dolores na rączki, pożegnałem słoneczko i w drogę. Przed 21 znalazłem się w Krakowie. Zamiast odpocząć po sześciu godzinach podróży, z przesiadką w Rzezowie, to mój chłopak wziął mnie trwający dwie i pół godziny seans do Kina pod Baranami i obejrzeliśmy „Projekt Hail Mary”. Najsłynniejsze kino w całym kraju. 
Przed chwilą się skończył. Jestem pod wrażeniem. Grał na moich emocjach.

poniedziałek, 6 kwietnia 2026

Lubelskie południe


Garść zdjątek z Zemborzyc. Odwiedziliśmy rodzinkę, zjedliśmy dobry obiadek i jakiś kwadrans temu wróciliśmy do domu. 

piątek, 3 kwietnia 2026

Betonowa sieć dla miasta Łęczna

Przyjechałem do Łęcznej na Wielkanoc. Dziś jest piękna i przyjemna pogoda, kilkanaście stopni na plusie. Idealny okres na spacery. A najlepszym miejscem na spacery jest Podzamcze - moja ulubiona część miasta. Idę sobie, żwawym krokiem i nagle widzę blachy. Roboty trwają tam od kilku miesięcy, bo już w lutym je widziałem (LINK), ale to już szczegół. Coś innego mnie zaskakuje. Budują zieloną sieć dla Łęcznej! Tak zieloną, że wycinają zieleń. Genialne. Leją beton aż miło, przy ujściu Świnki do Wieprza.

Jeszcze jedna rzecz mnie zasmuciła. Nabrzeże idące dalej, w kierunku Karolina i Kijan też jest wycinane w znacznym stopniu. 
Dla porównania - jak to wyglądało kiedyś. 
Zanim ktoś wytknie mi manipulację, ze zdjęcia były zrobione w innych okresach. Wziąłem tylko te co były robione w kwietniu zeszłego roku (jedynie to ostatnie zrobione było w maju 2022). Co do innych ujęć. Niestety tylko takie mam z przeszłości. Jest to już trzecia wycinka na tym terenie. Pragnę nadmienić, że jest to część Nadwieprzańskiego Parku Krajobrazowego! Tak, parku krajobrazowego…
Na koniec mały smaczek. „Wdrożenie elementów zielonej sieci dla Miasta Łęczna”. Dobre sobie. UE dofinansowała prawie 8 milionów z ponad jedenastu na „ochronę dziedzictwa naturalnego, bezpieczeństwo i zrównoważony rozwój turystyki obszarów miejskich i ich obszarów funkcjonalnych w ramach Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych” (źródło). Gdzie tu ochrona dziedzictwa naturalnego? Nie wiem. Warto dodać, że miasto przytuliło 175 tysięcy złotych, również z UE, na opracowanie planu adaptacji do zmian klimatu w Łęcznej, a 50 tysięcy poszło na to z budżetu (źródło).

czwartek, 2 kwietnia 2026

Łęczyńskie błota

Parę dni temu mama mówiła mi, że jak przyjadę, to musimy zobaczyć nowootwartą atrakcję jaką są „łęczyńskie błota”, o których w ostatnim tygodniu zrobiło się dość głośno w mieście. Bardziej z krytycznej strony. Już na samym starcie udało mi się zrobić moje zdjęcie roku - matczyną miłość. 
A co do samych błot? Nie ukrywam, że okolica jest malownicza. Przeszliśmy jakieś dwa kilometry w jedną stronę po kładkach wybudowanych na podmokłym terenie i było co podziwiać. Gdyby tylko dostęp był łatwiejszy i chociaż dało się jakoś lepiej zaparkować poza prywatnym parkingiem, który kosztuje osiem złotych i nie do końca wiadomo do której i kiedy jest otwarty (jak przyjechaliśmy to już nie był). 

środa, 1 kwietnia 2026

Pyszny stroik

Dziś rano mama wysłała mi zdjęcie jak Dolores podżera stroik na Wielkanoc, a niecałe pół godziny temu przyjechałem do Łęcznej po kilku godzinach tułaczek i trzech przesiadkach pociągiem. Kicia przestała mnie kochać, bo jak ją wziąłem na ręce to zaczęła syczeć i mnie drapać :( 

niedziela, 29 marca 2026

Po wszystkim

Jakoś tak ciężko jest wrócić skądś gdzie było naprawdę bardzo przyjemnie. Dokładnie tydzień temu uradowany jechałem pociągiem pod Kraków, spędziłem tam sześć dni, a wczoraj musiałem wrócić do Krakowa. To jest wręcz niesprawiedliwe, że coś na co się czekało z niecierpliwością, przemija w okamgnieniu. Dzisiaj miałem zajęcia na studiach o tak ciekawej tematyce (inżyniera wyborcza), że chociaż przez chwilę mogłem mieć coś co mnie cieszy i paplać jak najęty. A teraz wracam z treningu. Znowu plecy i biceps. Mogło być lepiej, ale ważne, że czuję, że dałem z siebie wszystko. 

piątek, 27 marca 2026

Maczuga i zamek


W tej części Ojcowskiego Parku Narodowego jeszcze mnie nigdy nie było. Zajechaliśmy do Sułoszowej, żeby zobaczyć Maczugę Herkulesa i Zamek na Pieskowej Skale. Pogoda nieco markotna, to nie do końca chciało się łazić. W Zakopanem spadło dużo śniegu, a my teraz borykamy się z siąpiącym deszczem przemieszczając się przez małe wioski.