sobota, 21 maja 2016

Zagubiony w Świdniku

Pojechaliśmy o 11. z Jasiem na rowerach. Naszym celem było lotnisko "Lublin Airport" w Świdniku. Jechaliśmy 27 kilometrów w jedną stronę.

Pod koniec trasy do lotniska Jasiek jechał cały czas prosto, nie przejeżdżając przez Świdnik w ogóle, a ja skręciłem i jechałem po mieście przez godzinę. Kurde.
Jadąc, nagrywałem nowy odcinek mojego vloga. Dawno nie nagrywałem, a koledzy wciąż się pytali kiedy nowy odcinek. Dzisiaj prawdopodobnie zdjęcie. Pora na zdjęcia z podróży.

Czekałem na Jasia 15 minut pod tym znakiem. On nie skręcił na Świdnik. Ja jechałem po mieście, bo nie chciało mi się na niego czekać.


Zgubiłem się. Dojechałem na drugi koniec miasta.




Jasiek jechał wolniej ode mnie.

Żeby dojechać na ten most, musiałem jechać jak ten bus.

W Świdniku mają ścieżki rowerowe. Nie to co w Łęcznej, gdzie jest ich jak na lekarstwo.




Lotnisko było strasznie opustoszałe.
Jakby wymarłe.
Czasem warto odejść od komputera i przeżyć przygodę.

Co zabawne, Jasiowi pękł pedał w rowerze.
A ja wjechałem w rów i potłukłem tyłek, o mało się epicko nie wywróciłem, oraz pszczoła lub pszczołopodobny owad usiadł mi na okularach i się strasznie bałem, że mnie użądli.
A za kilka godzin rozpocznie się bal gimnazjalny, na który nie idę. Ciekawe kto się będzie lepiej bawił?

Zdjęcia się nie ładują, lecz tu możecie je zobaczyć: BeFamous: Zagubiony w Świdniku (archive.org)

wtorek, 26 kwietnia 2016

Czarny Kot

Dzisiaj po drodze do szkoły napotkałem czarnego kota, który przeszedł mi drogę.

Myślałem, że to będzie pechowy dzień (kartkówka z polskiego, test z angielskiego) i chyba był.
Ostatnio pogrążam się w depresji i mam ochotę jak ten czarny kot gdzieś uciec i nie wracać.

niedziela, 17 kwietnia 2016

Słońce

Dzisiaj po raz pierwszy w tym roku jadłem lody w wafelku i byłem w koszulce na zewnątrz.

Uczucie ciepła na skórze nie do opisania. Dodatkowo wieje, mocny, przyjemny wiatr, a na zewnątrz dzieci bawią się przy fontannie. Ciepło, nareszcie przyszło.









Ja tam mogę mieszkać. Przysięgam.

sobota, 16 kwietnia 2016

Już z samego rana

Witam. Jest 8:07, wczesny poranek. Na nogach jestem od 7:20. Obudziłem się z wyrwanym wkłuciem do pompy insulinowej i musiałem je wymienić. Byłem śpiący, ale mama kazała mi pójść robić zdjęcia na pracę domową z techniki. Zaspany, wyszedłem i poczułem od razu świeże powietrze. Drzewa były zielone (albo zieleniące się), a ptaki świergotały jak nigdy dotąd. Ślicznie jest nad Wieprzem rano.







Ta kłoda fajnie się buja.
.
Praca domowa z techniki polega na tym aby sfotografować to samo miejsce, o różnych porach dnia.
 W związki z tym wyszedłem jeszcze raz nad rzekę.
 Ale tym razem z mamą.
 Nasza rzeka.
 Kocham to ciepło. Wieje delikatny, leciutki wiaterek. Można pochodzić. Posłuchać ptaków.
 Czułem się zrelaksowany
 wolny
 Mama chyba też.
 Każdy chciałby takie miejsce za domem.
 Lasy.

 Piękne.
 Naprawdę piękna.
 Moja ukochana Polska.
 Zielona.
 Piękna przyroda.
 Niesamowita.
 Żywa.
 Wręcz perfekcyjna.
Ptaki znowu ćwierkały.
.
Edit: 21:45
Znowu wyszliśmy. Około 2 godziny temu, ale rodzice nie chcieli dopuścić mnie do laptopa. Pooglądałem "Postaw na milion" i "Kocham Cię Polsko!". A teraz zdjęcia.























Po powrocie trochę pogrzmiało. Na zewnątrz też kropiło. Nawet jak byliśmy nad rzeką, to padało. Ale lekko.