Jeszcze w środę po udanej wędrówce na wzgórze w Miękini znalazłem czas na trening siłowy w Trzebini. W czwartkowe popołudnie wróciłem do Krakowa, żeby móc już następnego dnia odbyć zajęcia na studiach, które trwały cały weekend. Wczoraj wieczorem po zajęciach brałem udział w małej imprezce, z której musiałem się zmyć przed północą, albowiem dzisiaj czekała mnie pobudka przed szóstą trzydzieści, żeby zdążyć na ósmą na uczelnię. Nie ma nic gorszego niż zaczynanie zajęć tak wcześnie, i to w niedzielę. Nie wierzyłem w siebie, że wytrzymam do szesnastej, ale jednak mi się udało i nie żałuję, bo miałem dużo ciekawych i ekscytujących tematów do dyskusji.
Uchwyciłem dziś w trakcie przerwy mały, miejski krajobraz, który jakoś mi się spodobał.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz