wtorek, 24 marca 2026

Wymysoü




Wybrałem się dziś do Wilamowic - miasteczka na pograniczu śląsko-małopolskim, między Oświęcimiem i Bielskiem-Białą. Mniej więcej godzina drogi od krakowskich przedmieść. Już kilka lat temu usłyszałem o ichniejszym, krytycznie zagrożonym języku - wilamowskim i od jakiegoś czasu korciło mnie, żeby zetknąć się z czymś tak ciekawym na żywo. Jakie to jest jednak szczęście mieć kierowcę. W zasadzie, jedynym naszym domyślnym celem było zobaczenie Muzeum Ziemi Wilamowskiej, do którego wstęp jest darmowy. Przywitało nas ogromnym, czerwonym, dwujęzycznym słupem. Wrzuciliśmy co mogliśmy do skrzynki na darowizny, a do tego kupiłem na pamiątkę magnes na lodówkę z kościołem i napisem Wymysoü - nazwą miasta w lokalnym języku. Cała wystawa stała została sporządzona po polsku i wilamowicku. Pokazywane były lokalne tradycje i ludowe stroje, z których specjalnie przygotowaną część można było przymierzyć i zrobić sobie w nich zdjęcia. Podczas przechadzek przy ekspozycji dotyczącej powojennej historii miasta uroniłem nieco łez. Oglądałem wywiad ze starszymi mieszkańcami, którzy pamiętali jak Sowieci zabijali dzieci za to, że nie znały innej mowy niż ich własna, a która przypominała im niemiecką. Polacy nie byli w tym jednak lepsi. W Wielkanoc 1945 roku nałożono oficjalny zakaz posługiwania się wilamowszczyzną, a ci, którzy zostali przyłapani na jego łamaniu spotykali się z surowymi karami. 

Szczególnie interesującym punktem było pokazanie prób odrestaurowania języka, które miały miejsce od początku XXI wieku. Na samym końcu mogliśmy zobaczyć chociażby tłumaczenia znanych książek, w szczególności „Małego Księcia”. Na ścianie napisano podstawowe zwroty i porozwieszano portrety wszystkich, w większości już nieżyjących, native speakerów zaangażowanych w pomoc przy próbie ocalenia tegoż dziedzictwa. W głośnikach puszczano jak mieszkańcy śpiewają znane, międzynarodowe przeboje po wilamowsku, a jeszcze gdzie indziej mogliśmy przeczytać modlitwę „Ojcze Nasz” i artykuł pierwszy Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. Liczba osób, dla których jest to język ojczysty maleje, ale z roku na rok jest coraz więcej użytkowników, którzy w jakimś stopniu potrafią się nim porozumieć. Nie tylko z Polski. Pracownikom i władzom nie zależało konkretnie na finansowym zysku z prowadzenia tej instytucji. Chcieli przede wszystkim pokazać światu swoją tożsamość i żeby jak najwięcej ludzi dowiedziało się o ich odrębności.

Polecam wszystkim zobaczyć tę perełkę na własne oczy. Naprawdę warto. 

Brak komentarzy: