Dzisiejszego popołudnia poszedłem do centrum handlowego, żeby potowarzyszyć współlokatorowi w odbieraniu paczki z Empiku. Sterczałem przez pół godziny na półce z literaturą faktu. Były dwie książki, do których mnie mocno ciągnęło. Jedna, bardzo gruba, o granicach państwowych i o tym jak zmieniły świat. Druga - „Odrzania” Zbigniewa Rokity, o ziemiach odzyskanych. Oba tematy typowo moje. Moją głowę raziły przyjemne prądy, na myśl, że mógłbym mieć takie dzieła w kolekcji. Trzy razy szedłem do kasy i się wracałem zmieniając zdanie. Krążyłem wokół półek z dwoma wolumenami płacząc w środku i dokonując kalkulacji ile bym zapłacił kupując jedną, a ile kupując dwie ponieważ oba warianty dawały mi diametralnie różne zniżki. Ostatecznie wygrała druga opcja i wróciłem do domu z „Odrzanią”, a drugą książkę najwyżej kupię kiedy indziej.
Co zabawne, wczoraj również wyszliśmy w okolice centrum handlowego, żeby kupić narzędzia do naprawy spłuczki. Jako że ani ja, ani współlokator nie jesteśmy typem majsterkowiczów, baliśmy się niepowodzenia. Siedzieliśmy przy tym przez kilkanascie minut, ale udało nam się ostatecznie ją naprawić. Współlokator jest definitywnie bardziej dumny niż ja.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz