poniedziałek, 8 kwietnia 2024

Demokracja zaskakuje

Frekwencja większa była do kandydowania niż do głosowania, przeczytałem jeden z komentarzy odnośnie wyników wczorajszych wyborów. I moim zdaniem jest to stwierdzenie jak najbardziej trafne. Wszystkie poniższe dane czerpię z PKW.

  • W Lublinie do sejmiku województwa wygrał PiS. Nasz region ponownie będzie samodzielnie rządzony przez tę partię, która zdobyła poparcie jeszcze większe niż w 2018 roku!
  • W mojej Łęcznej w pierwszej turze wygrał Leszek Włodarski, co tylko utwierdza mnie (moje osobiste zdanie), że miasto będzie dalej tkwiło w stagnacji. 
  • Frekwencja wśród najmłodszych wyborców jest tragiczna i wyniosła mniej niż 40%, co miało swoje odzwierciedlenie w wynikach. Wielu analityków zastanawia się, dlaczego tak to wygląda. Powodów jest kilka. Bardzo wielu młodych wyborców jest zameldowanych w innych miejscowościach, niż  faktycznie mieszkają, a w tych wyborach nie można głosować poprzez zaświadczenie. Zmiana miejsca głosowania jest znacznie trudniejsza niż w pozostałych wyborach. Studenci nie mają tyle czasu, by tydzień po świętach znowu wrócić do swoich rodzinnych miejscowości. Kto w ogóle pomyślał, że wybory tydzień po Wielkanocy to dobry pomysł? Innym problemem jest również to, że kampania wyborcza poza Warszawą była po prostu żenująco słaba i nikt praktycznie nie interesował się tymi wyborami.
A co do propozycji zmian w tych wyborach? Jest kilka ważnych spraw.
  • Jednomandatowe okręgi wyborcze w najmniejszych gminach są bezsensowne. Idealnym przykładem jest Krynica Morska - miasto z jedną komisją wyborczą, ale z aż 15 różnymi kartami do rady miasta ze względu na utworzenie JOW-ów w których głosuje po maks. kilkadziesiąt osób. Dodatkowe koszty i dodatkowa praca dla komisji. W wielu gminach z tego powodu nie odbyły się wybory, bo mandaty zostały obsadzone bez głosowania. Na przykład w Lipinkach Łużyckich w województwie lubuskim. 
  • Podział okręgów w wyborach proporcjonalnych do sejmiku i rad miejskich. Warszawa ma 60 radnych do wyboru i aż 10 okręgów wyborczych. Czyli średnio na jeden okręg wybiera się 6 radnych. Komitety z mniejszym poparciem, lecz które przekroczyły próg, mogą nie dostać ani jednego mandatu. Tak samo w sejmikach. Po kilku radnych do wyboru, a wiele komitetów przekraczających próg nie dostanie ani jednego radnego, zostawiając tysiące wyborców bez reprezentacji. Ja jako wyborca Lewicy, nie oddałem na nią głosu do sejmiku, ponieważ ta nie miała absolutnych szans na mandat. Mniej okręgów, większa reprezentacja. Jeszcze ciekawiej jest w powiatach. W powiecie lubartowskim PiS zdobył 35% poparcia i ponad połowę mandatów. Wszystkie komitety przekroczyły próg, nawet znacznie, ale 25% głosów rozłożyło się na zaledwie jeden mandat. 
Czy aby na pewno koalicja rządząca ma się z czego cieszyć? Może pora na to, by wprowadzić jakieś zmiany? 

niedziela, 7 kwietnia 2024

Wybory


Jest po 21, czyli już koniec z ciszą wyborczą. Oddałem głos po siedemnastej i co zabawne, na trzy różne komitety - na burmistrza i do rady miejskiej na Piotra Kotulę z Lewicy, do rady powiatu na Trzecią Drogę, a do sejmiku na Koalicję Obywatelską. Marzy mi się, by lubelski sejmik został uwolniony od samodzielnej większości PiS. A już jutro planuję zrobić analizę tychże wyborów, a także powiedzieć co nieco o zmianach, które wybory samorządowe potrzebują na przyszłość! 
Nigdy nie głosowałem tak późno. Jestem zazwyczaj porannym wyborcą, ale wróciliśmy do domu z Zemborzyc, dopiero popołudniu. Wczoraj udało mi się po raz pierwszy wziąć na ręce Luizę - mamę Dolores!

piątek, 5 kwietnia 2024

Drwal

Plac po Farze, jestem niezwykle dumny z tego jak to zdjęcie mi wyszło
Dziś udałem się w końcu na spacer po Lublinie. Rodzinka zajechała autem do Zemborzyc, a ja wybrałem się do mojego ukochanego miasta autobusem i do leśnej działki zawitałem kilka godzin później. Chciałem się po prostu przejść, zobaczyć ponownie coś, co bywało moją codziennością.
Przechadzając się Krakowskim Przedmieściem i Placem Litewskim czułem finał kampanii wyborczej. Obok ratusza mijałem prezydenta Lublina rozdającego gazety, a sztaby kandydatów z kompletnie różnych komitetów rozdawały ulotki prosząc o głos. Dziwnie się patrzy na wybory, trochę tak z ubocza. Dotychczas zawsze byłem zaangażowany, pomagając, zbierając podpisy, wieszając plakaty, bądź kandydując, jak w październiku, do sejmu. Może jednak wyjdzie mi to na dobre? 
Jak już zajechałem na miejsce, usiadłem sobie na dachu jednego z domków i patrzyłem w las, jak przyroda się odradza na nowo. Przy ogrodzeniu posadziliśmy sadzonkę świerku, a dodatkowo dostałem do ręki, po raz pierwszy w życiu małą piłkę łańcuchową i ciąłem garść martwego drewna na dzisiejsze ognisko. Poczułem się jak męski drwal! 

poniedziałek, 1 kwietnia 2024

Poleski Park Narodowy

Mama zabrała nas dzisiaj do Poleskiego Parku Narodowego! Na samym początku spaceru, usłyszałem drobny szmer i moje oczy ujrzały malutką żabę, która chciała przejść z jednej strony ścieżki na drugą. Żartobliwie poprosiłem ją by się zatrzymała i ta przystanęła na moment, jakby mnie zrozumiała i pozwoliła zrobić sobie zdjęcie. Mama cały czas mówiła o kaczeńcach nad wodą, o tym jak pięknie błyszczą i mają grube liście. Często po drodze mijaliśmy bagna, do których wpadały powalone konary drzew.


Na ścieżce przyrodniczej „Dąb Dominik” wędrowaliśmy również po kładce pod którą znajdowało się torfowisko. Przekroczyliśmy granicę lasu, kierując się w stronę jeziora Moszne. Ujrzeć mogliśmy karłowate sosny i rosiczki, które rosły na ogromnej powierzchni. Zza barierki spoglądaliśmy na malutkie jaszczurki zamierające na kępkach mchu. Na samym końcu czekał nas lekko chwiejący się pomost z widokiem na całe jezioro. Obok nas płynęły dwa łabędzie, które upiększały kadr w aparacie.


Kierując się z powrotem do parkingu skręciliśmy w stronę wsi Jamniki, przemieszczając się po kolejnej kładce. Zagęszczenie smukłych drzew tworzyły nad nami parasol ochronny przed grzejącym słońcem. Obok tychże rosły także tzw. bagna zwyczajne, które kiedyś służyły za ochronę przed molami. Te jednak jeszcze nie zakwitły. Tabliczki informowały nas, że jeśli nam się poszczęści to możemy usłyszeć żurawi klangor, albo spotkać wygrzewające się na kolejnym torfowisku zaskrońce, albo jadowite żmije zygzakowate. Mogliśmy na chwilę przysiąść i w ciszy słuchać ptasiego świergotu, jednak nie były to żurawie. Przemieszczając się coraz dalej, mijaliśmy torfianki - oczka wodne w głębi lasu. Drewniana ścieżka czasami prowadziła przez ich sam środek. Usłyszałem krzyk mamy, połączony z ekscytacją, a mój brat chwycił natychmiastowo za aparat. Znajdowałem się w lekkiej oddali, bo polowałem na żółwie błotne. Gdy podbiegłem do nich truchtem, zobaczyłem dwa zaskrońce pływające w wodzie. Próbowały wydostać się na stałe podłoże. Udało mi się jednego z nich uchwycić, ale w nie najlepszej jakości, ponieważ te uciekały przed moim obiektywem. Niemniej jednak ucieszyłem się, że udało mi się sfotografować kolejnych mieszkańców parku.

Wróciliśmy do samochodu, lecz to jeszcze nie był koniec wycieczki. Podjechaliśmy samochodem pod kolejną ze ścieżek przyrodniczych - „Obóz Powstańczy”. Kolejne kładki prowadzące przez mokradła, które wprawiły mnie w jeszcze większy zachwyt, bo kojarzyły mi się z lasem deszczowym. Pomyślałem przez chwilę o dzikim wyzwoleniu i o zjednoczeniu się z naturą. Tak bardzo to miejsce było wspaniałe, a znajduje się mniej niż godzinę drogi od mojego domu. Mogę tylko dziękować losowi za to, że Lubelszczyzna jest moim miejscem na ziemi. Przynajmniej pod względem walorów przyrodniczych. 

niedziela, 31 marca 2024

Nadeszła

Nawet Dolores była zachwycona pogodą!

Wyobraźcie sobie moją dziecięcą radość, gdy wczoraj nadeszła prawdziwa wiosna, dzięki czemu mogłem z dna szafy wyjąć moje krótkie spodenki i staromodny kaszkiecik i wyruszyć w miasto. Odwiedziłem ponownie Podzamcze i po raz pierwszy usiadłem przy nowo otwartej tężni solankowej. 

Całkiem przyjemne miejsce, jej zapach kojarzył mi się z morzem
Dzisiaj natomiast nastała Wielkanoc. Dzisiaj przysiadłem do stołu pełnego przeróżnych pyszności, a pomarańczowy obrus wpasowywał się w żywość otaczającej nas przyrody. Drzewa może jeszcze nie odziały się w liście, aczkolwiek kwiaty i krzewy już zaczęły zakwitać i mienić się swoimi niesamowitymi kolorami, w tym moje ulubione forsycje. Człowiek w takich chwilach czuje, że żyje, myśląc o tym jak może skąpać się w promieniach słońca i poczuć je na własnej skórze, po dłuższej przerwie na zimowy sen.  
Wesołych świąt i pięknej wiosny! 

czwartek, 28 marca 2024

Zdjęcie, jedno z wielu

Wybrałem się dziś na spacer, tuż przed ciemną nocą i nad Wieprzem udało mi się uchwycić taką przyjemną scenerię. Ze wszystkich zdjęć, które zrobiłem podczas przechadzania się Podzamczem, to podoba mi się najbardziej. 

Czy jest coś o czym mógłbym jeszcze napisać? W głowie siedzi mi wiele rzeczy, ale ta całość jakby miesza się i tworzy kompletnie niezwięzłe historie, które przelane w słowa nie miałyby sensu. Jak nie masz nic do napisania, nie pisz. Książka, którą od stycznia spisuję, nie była aktualizowana od niedzieli. Może to z powodu Wielkiego Tygodnia i ostatecznych przygotowań do Wielkiejnocy? Nie wiem, aczkolwiek przyjemnie jest czasem pożyć, nie zważając na to, że nie ma się weny. Nie ma w tym nic strasznego. Czasami tak się dzieje. Czy czuję szczęście? Czuję. Czy jest mi lepiej? Przeważnie. Czy świat jest piękny? Zawsze był. 

Niech i tak pozostanie. Mam miłość, w postaci cudownego mężczyzny, mam bliskich, mam dach nad głową, mam naturę w pobliżu, która budzi się powoli do życia. Ostatnio zrobiło się słoneczniej i cieplej. Jest się z czego cieszyć. Czasami uczucia są kruche, ale jeśli umie się skleić coś co się lekko potłukło, to życie jakoś zdaje się być łatwiejsze. 

niedziela, 24 marca 2024

Dzień dobry Nałęczowie

Pojechaliśmy dziś z mamą i bratem do Nałęczowa. Ostatni raz w mieście byłem czternaście lat temu! Przechadzałem się Parkiem Zdrojowym, krętymi ścieżkami i kładkami nad małym strumykiem. Otaczały mnie sanatoria i zabytkowe miejsca. Usiadłem na ławce z Bolesławem Prusem i przejechałem się bicyklem w alei gwiazd polskiego kolarstwa. Urokliwe miasteczko z licznymi willami i wydarzeniami kulturalnymi związanymi z malarstwem i rękodziełem. Uwielbiam!

Na zdjęciach powyżej Stare Łazienki oraz chatka Stefana Żeromskiego i mauzoleum jego syna - Adama. 
Na sam koniec, usiedliśmy w pijalni czekolady i spróbowaliśmy niesamowitych pyszności. Ja wypiłem gorzką czekoladę z wiórkami kokosowymi i kardamonem. Miła niedziela. Szkoda tylko, że musiałem wstać o szóstej rano. 

czwartek, 21 marca 2024

Łęczyński bębenek

Nie ma to jak odkrywać swoje domostwo i najbliższe otoczenie na nowo, po dłuższej rozłące. Wczoraj na strychu znalazłem ten afrykański bębenek po moim tacie i zagrałem na nim trochę moich ulubionych melodii. 

Dziś natomiast porwałem Dolores leżącą na dywanie i zrobiłem jej tournée po domu! Nie była zbytnio zachwycona, bo żyje tu od prawie czterech lat i nic nowego praktycznie nie zobaczyła. Oprócz tego udałem się popołudniu na Podzamcze i na dłuższy spacer po całej Łęcznej, by powspominać czasy, gdy takie chodzenie było moją codziennością. 


Wieprz i Świnka nieco wylały. 
Ładnych parę lat nie byłem na wieży widokowej! 
Jak ja tęskniłem za moją Lubelszczyzną! 

niedziela, 17 marca 2024

Koci post

Jak wiadomo, od kilku dni jestem w Łęcznej, w moim domu. A razem ze mną jest ta mała, słodka istota, której wszędzie pełno. Także w moim aparacie. Postanowiłem się zatem nieco podzielić jej urokiem! 

Dwie twarze Dolores!

sobota, 16 marca 2024

Dwa tygodnie

Od dwóch tygodni jestem na antydepresantach i powiem szczerze, że czuję się znacznie lepiej niż wcześniej. Wciąż mam przed sobą problemy, z którymi muszę się zmierzyć, mam też trochę spraw na głowie. W środę byłem w Warszawie na jeden dzień, ponieważ musiałem zanieść pewne dokumenty. Będę musiał tam pojechać ponownie we wtorek. Życie w ciągłym ruchu w jakiś sposób jest bardzo odprężające i daje poczucie radości. Moja książka cały czas powiększa swoją zawartość i nabieram pewności siebie w tej kwestii. Artysta nie szuka poklasku, tylko przekazuje swoją duszę, tak jak mi powiedziano. 

A dzisiaj z rana kawka. Jestem od wczoraj sam w domu. Życie jest jakoś bardziej przyjemne. 

wtorek, 12 marca 2024

Witaj Lublinie i Łęczno

W piątkowy wieczór zajechałem pociągiem do stacji Lublin Główny. Mama z bratem czekali na mnie w Zemborzycach. Takim małym raju na południu miasta. Spędziłem tam cały weekend i prawie cały poniedziałek. Siedziałem w lesie, dookoła mnie natura, śpiewające ptaki i rodzina. Mogłem rozpalić ogień w kominku i chodzić po podwórku, o ile nie padał deszcz.
W sobotę udałem się wgłąb zielonych płuc miasta. Promienie słońca próbowały przedrzeć się przez gąszcz drzew. Wszędzie dookoła powalone konary, głębokie doły. Na skraju znajduje się bagno i mała rzeczułka. 
Wczoraj w nocy przyjechałem do Łęcznej. Przywitałem się z moją księżniczką - Dolores. Nie widzieliśmy się pięć miesięcy. Słodko piszczała i zaczęła się tarzać po dywanie, gdy tylko mnie zobaczyła. Dziś natomiast pojechałem z mamą do Lubartowa, odebrać prace taty z lokalnego muzeum po zakończonej wystawie poświęconej jego twórczości. Czuję się lepiej w swoich rodzinnych stronach. 

środa, 6 marca 2024

Ojcowski Park Narodowy

Kolejny raz potrzebowałem się rozerwać w jakikolwiek sposób. Dzisiaj, choć pogoda była pod psem, padło na wizytę w Ojcowskim Parku Narodowym - najmniejszym w Polsce. 

Wizyta w Parku Narodowym zainspirowała mnie do napisania fragmentu mojej książki, którym podzielę się poniżej.
Wszedłem na teren parku i wędrowałem krętą i utwardzoną drogą w jego głąb. Otaczały mnie drzewa, niektóre z pomarańczowymi liśćmi, jakbyśmy nadal mieli jesień, a nie przedwiośnie. Niektóre były pokryte mchami i porostami. Niektóre dokonały żywota i leżały przewrócone wśród innych, jak na cmentarzu, gdzie nagrobkami były same ciała, które służyły do dekoracji stworzonych przez samą matkę naturę. Każda pojedyncza gałązka nad moją głową wiła się szalenie i trzymała na sobie choćby jedną małą kroplę wody. Przypominało mi to z lekka małe lampki na choince, niepodłączone jeszcze do prądu. Dookoła mnie ani żywej duszy. Był środek tygodnia, a pogoda niezbyt zachęcała do takich wyjść. Podobała mi się ta cisza przerywana przez śpiew ptaków. Ja sam, w towarzystwie niczego, z plecaczkiem, dżinsową kurtką i dresowymi spodniami. Schodziłem coraz niżej i niżej. W którymś momencie droga przestała być pokryta asfaltem i stała się wybrukowana, co jednak nie czyniło żadnej różnicy dla moich butów. Niebo było białe jak mleko i wciąż bardzo delikatnie padało. Trochę jakby to była mżawka w zwolnionym tempie. Zazwyczaj bałem się samotności, lecz tutaj czułem się spokojny. Obcowałem z rzeczywistością, skupiałem się na drodze, rozpraszały mnie tylko przyjemne rzeczy i przerwy na fotografie do mojego albumu. Wędrując coraz dalej obserwowałem coraz więcej wapiennych skał, z których część odziana była w małe paprocie i lekko barwiące się kwiaty. Napotkałem także domki w pobliżu doliny rzeki Prądnik, a wokół tego wszystkiego rozpościerały się jeszcze większe skały, które liczyły kilkadziesiąt metrów wysokości i ciężko było mi to wszystko umieścić w obiektywie. Moje oczy lubiły to co widziały. Mózg był odprężony, a ja odpływałem mocniej w idylliczny krajobraz, który pozwalał mi zapomnieć o problemach, z którymi się mierzę.
Po lewej rzeka Prądnik, a po prawej ruiny Zamku Kazimierzowskiego.