niedziela, 2 sierpnia 2026

Kościółek

Po Grobie Odyna wciąż było mi mało wrażeń, dlatego o dwudziestej drugiej wybrałem się do pobliskiego kościółka w Nõvej. Jest on jednym z najstarszych kościołów w Estonii. Na dodatek, niebo było tak wspaniale zaróżowione i dzięki temu powstało takie cudowne zdjęcie, z którego jestem bardzo dumny.

Do wtorku mamy wolne. Być może wybiorę się jutro do Haapsalu.

sobota, 1 sierpnia 2026

Na grób Odyna

Dziś po obiedzie wypłynęliśmy po przygodę, na wyspę Osmussaar, która według legendy jest miejscem spoczynku Odyna (stąd między innymi szwedzka nazwa Odensholm). Inna ciekawostka jest to, że w pobliżu tejże wyspy zatonął Schleswig-Holstein. 
W wolnym tłumaczeniu: „Republika estońska - chroniony punkt geodezyjny”.
Roślinność tej wyspy jest intrygująca.
Kaplica i owieczki. Na wyspie jest ich pełno. Owieczek, nie kapliczek.

piątek, 31 lipca 2026

Skansen

Odwiedziliśmy ponownie centrum turystyczne, w którym byliśmy wczoraj, żeby obejrzeć film o walorach przyrodniczych pobliskich rezerwatów i przy tej okazji zahaczyliśmy o skansen po drugiej stronie ulicy. Oprowadzała nas po nim dziewięćdziesięcioletnia starowinka, która pełna werwy pokazywała nam jak dawniej wyglądało życie w estońskiej wiosce. W przedsionku jednej z izb stały drewniane narty, które zimą umożliwiały pracę w lesie bez marnowania energii na wygrzebywanie się z ogromnych zasp śniegu. W środku natomiast mogliśmy przyjrzeć się krosnu, żelazku na rozżarzone węgle, kołowrotkowi i młynkowi do czyszczenia ziarna. Najbardziej zachwyciła mnie jednak oryginalna, tradycyjna sauna z lat osiemdziesiątych XIX wieku (na zdjęciu po prawej). Całe gospodarstwo przez półtora stulecia zachowało swój pierwotny charakter i przeżywało kosmetyczne zmiany, związane jedynie z zadaszeniem i oknami.

czwartek, 30 lipca 2026

Panda z północy

Dzień drugi sprzątania bałtyckich plaż. Słońce dość mocno przygrzało. Dzisiaj uzbieraliśmy dużo więcej śmieci niż wczoraj, głównie takich drobnych, ledwo widocznych, lekko przykrytych piaskiem. Najliczniejsze były niedopałki papierosów i papierki po cukierkach. Największy znaleziony śmieć należał jednak do mnie (fragment jakiejś sklejki). 

Po sprzątaniu zajechaliśmy na moment do centrum informacji turystycznej, gdzie można było kupić kawę, lody i pamiątki. Moje oko ujrzało stoisko z rękodziełem, a na nim pandę z czerwonymi ogrodniczkami, żółtą muszką i brązowym melonikiem z doczepionym kwiatuszkiem. Jej cena 30 euro mnie zniechęcała, ale ostatecznie ją kupiłem, bo myślę, że lepszej pamiątki z Estonii chyba mieć już nie będę. 

środa, 29 lipca 2026

Pierwszy dzień sprzątania Bałtyku

Przed obiadem pojechaliśmy rowerami z Nõvej do oddalonej o kilka kilometrów na zachód miejscowości Peraküla. Droga nie należała do łatwych, zwłaszcza gdy przyjemny asfalt zamienił się w wyboistą, brukowaną ścieżkę. 

Uzbieraliśmy trochę śmieci. Głównie butelki i plastikowe popierdółki, ale znalazł się też ciekawy artefakt w postaci zepsutej wędki. 

Teraz siedzę sobie w kawiarni obok obozowiska i sklepu. Za nieco ponad dwadzieścia minut będzie kolacja. Sączę dziś już drugą (pierwszą piłem przed wyjazdem) kawę. Chciałbym, żeby w Polsce kosztowała tyle samo. 2,50 € za taką przyjemność to jak za darmo. 

wtorek, 28 lipca 2026

Estonia od strony wiejskiej

Wczorajszego popołudnia nocowaliśmy na wielgachnej sali gimnastycznej z trybunami. Warunki deczko polowe, ale za to kozackie i niezapomniane. Podjarałem się jak dziecko kiedy wyszedłem na dwór i po dwudziestej drugiej jeszcze było jasno. Dalej na północ niż Tallin jeszcze nie byłem. Dzisiaj o ósmej wyjechaliśmy z Tallinna do urokliwej wsi Nõva, położonej dziewięćdziesiąt kilometrów na zachód. Tutaj spędzimy najbliższe czternaście dni, również nad Bałtykiem. W kabinach, na takim jakbym obozowisku. Mamy obok sklep i kawiarnię, a na plażę idzie się kilkanaście minut. 
Urocze te przystanki autobusowe. Publiczne toalety przy plaży też są podobnie zbudowane. Do tego czyste i estetyczne. Drewno tu króluje. 
Bałtyk. 
A na sam koniec plażowy Hubert i kolaż dodatkowych zdjęć z Tallinna zrobionych wczoraj. 

poniedziałek, 27 lipca 2026

Tallińska przechadzka

W końcu nastała pora mojego wolontaryjnego wojażu. Czternaście godzin jechaliśmy przez Polskę i państwa bałtyckie całkiem nowoczesnym, dużym i wygodnym autobusem. Pasażerowie mieli do dyspozycji ekspres do kawy, z którego można było lać napoje bez limitu. Zatrzymywaliśmy się na krótko w Kownie i Parnawie, a w Rydze dano nam aż trzy kwadranse postoju. Niewiele tam zobaczyłem, ale i tak było przyjemnie, ponieważ po dwunastu latach wróciłem do tego pięknego miasta, nawet jeśli na krótko. Zrobiłem drobne zakupy na resztę drogi i cyknąłem kilka zdjęć okolic dworca, tramwajów oraz ichniejszego „Pałacu Kultury i Nauki”. Zdjęć z Rygi jednak nie pokażę.

Tallińskie Stare Miasto jest, powiedziałbym, bajkowe. Znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO, dzieli się na dwie części: Górne Miasto, które jest na wzgórzu, oraz Dolne Miasto, u jego stóp. Widać tu też duże upamiętnienie hanzeatyckiej przeszłości.
Na punkcie widokowym Patkuli oraz przed soborem Aleksandra Newskiego (naprzeciwko tegoż soboru znajduje się, co ciekawe, estoński parlament).
Jutro z samego rana wyruszamy na wieś. 

niedziela, 26 lipca 2026

Notatka podróżnicza

Właśnie wyjechałem z Warszawy Zachodniej. W Tallinnie będę planowo za kilkanaście godzin. Dobrze, że będę mógł chociaż pospać. W razie czego zapisałem sobie też cały dziesiąty sezon Teorii Wielkiego Podrywu! Już się nie mogę doczekać jutrzejszego południa! 

sobota, 25 lipca 2026

Już jutro Estonia

Przybiłem piątkę z Dolores stopą

W mojej głowie pojawia się czasami myśl, że być może tęsknię za Łęczną, ale od razu znajduję racjonalne wytłumaczenie tejże nostalgii. Nie tęsknię za samym miastem, a za młodością i wieloletnią rutyną, która zniknęła bez zapowiedzi. Tęskno mi również za domem, za jego mieszkańcami i moimi rzeczami. Za moją australijską monetą pensową z kangurem, której już od sześćdziesięciu lat tam nie biją. Za szufladą, w której są plakietki, naszywki, bilety, identyfikatory i inne bzdety. Za legowiskiem dla kota, oprawionym w ramkę certyfikatem wolontariusza, pudłem z pluszowymi pandami, wanną, ale przede wszystkim za tatą. Jego jest mi brak najbardziej. Do przedmiotów zawsze mogę wrócić, ale do niego już nie. Zresztą, być może kiedyś doczekam się dnia, w którym będę mógł dokonać fuzji i sprowadzić dobytek zarówno krakowski, jak i łęczyński w jedno miejsce, do nowego domu. Dziś spontanicznie odwiedziłem jego grób w trakcie spaceru.

Ilekroć wracam do domu, zawsze zauważam szczególiki, które wzbudzają we mnie nostalgię. Tym razem padło na drzwi lodówki oraz stojącej obok zamrażarki, wypełnione głównie magnesami, ale też zdjęciami, naklejkami i widokówkami z całej Polski i Europy oraz z Tunezji. Jest to przyjemny dla oka chaos. Obok Katowic są Skopje, przy Augustowie Ateny i Szwajcaria, a nad Białowieżą, Płotami, Dreznem i Alba Iulią, Królewiec, Goniądz i Belgia. Taka domowa duma i niemal rytualne kolekcjonowanie dowodów na wizytacje w różnych zakątkach świata. Wiedziałem, że coś będę musiał z tej Estonii (do której wyjeżdżam już jutro wieczorem) przywieźć i na nie przyczepić, bo każda podróż, któregokolwiek z domowników, w pewnym sensie musi tam trafić. Znajdą się też drobne wyjątki jak pocztówka z  Llanfairpwllgwyngyllgogerychwyrndrobwllllantysiliogogogoch, którą kiedyś dostałem, ale są to takie unikaty, że szkoda byłoby chować je po szufladach.

czwartek, 23 lipca 2026

Koci tunel czasoprzestrzenny

Dzisiaj to słodkie diabelstwo mnie przestraszyło tak mocno, że aż prawie się popłakałem. Wstałem po tym jak mój brat wyruszył w swoją dwudniową podróż do Piwnicznej-Zdroju (będzie zdobywał Radziejową) i chciałem nakarmić kota, bo zostałem sam w domu do soboty. Nałożyłem jedzenie i nic. Dolores nie przybiega. Normalka. Nie jest jak inne koty. Kiedy zechce to przyjdzie. Bardziej się zmartwiłem tym, że nastała nagle czternasta, a żarcie dalej było nienaruszone. Zacząłem przeszukiwać jej najpopularniejsze kryjówki. Szafę, pod łóżkiem, pudełka, szuflady. Nic. Wyparowała. Biorę do ręki jej ulubioną zabawkę, która wydaje dźwięki. Zero skutku. Nawet otwarcie okna, żeby mogła wyjść na parapet tak jak lubi nie pomogło. Przeczesywałem całe mieszkanie przez około godzinę i za Chiny nie mogłem jej znaleźć. Pomyślałem, że mogła uciec bratu niepostrzeżenie, kiedy wychodził. Sprawdzałem na dworze. Okiennice przy piwnicach, samochody, krzaczki. Kot przepadł. Zniknął jak kamfora. Wracam do domu, wznawiam poszukiwania zaginionej. Po jakimś czasie pojawia się w moim pokoju. Dosłownie znikąd. Miałknęła, poszła do kuchni, zjadła i zaczęła się łasić. Jak gdyby nigdy nic. Czy ona się zaprzyjaźniła z Rickiem Sanchezem kiedy mnie nie było i wyruszyła z nim na przygodę? Nie wiem. Koty są niemożliwe. 

środa, 22 lipca 2026

poniedziałek, 20 lipca 2026

Panda na chwilowe pożegnanie

Druga połówka odprowadzona na wieczorny pociąg powrotny do domu. Odbębniłem też trening przy dworcu i wracam do siebie. Już w środę sam pojadę pociągiem do domu, albowiem czeka mnie wyjazd i to nie byle gdzie, bo do Estonii. Autobus z Warszawy już w niedzielę. Wybieram się tam na dwa tygodnie, gdzie będę wolontariuszem zajmującym się między innymi sprzątaniem Bałtyku na wsi oddalonej o niecałe sto kilometrów od estońskiej stolicy. Za tydzień o tej porze będę daleko od Polski i jestem tym strasznie zaaferowany. 

A dlaczego panda na chwilowe pożegnanie? Byłem ze współlokatorem i chłopakiem na zakupach w hipermarkecie (idzie się tam zgubić) i dostałem ją w prezencie, bo mi się spodobała i nie kosztowała dużo. Kolejna do kolekcji! Jak ja kocham pandy. 

niedziela, 19 lipca 2026

Nawałnica

Złapała nas masakryczna nawałnica i burza podczas spaceru. Niemniej jednak niebo, zanim woda z niego lunęła, wyglądało iście majestatycznie, jak dzieło sztuki. Powtórzę się tysięczny raz. Burza to cudowna rzecz. 

sobota, 18 lipca 2026

Fanatyk jazzu

Mój chłopak to fanatyk jazzu i dzisiaj zabrał mnie z kolegami na koncert w ramach Jazz Nocy na Małym Rynku. Na początku padało i siedzieliśmy wszyscy w pierwszym rzędzie, zanim zdążyli się zebrać ludzie po tym jak pogoda się naprawiła. Nie jest to do końca moja bajka. Zostałem na kilka utworów, po czym przespacerowałem się samemu po Starym Mieście i odwiedziłem na moment mój ulubiony bar. 


Aż w szoku jestem, że przez tyle lat umykała mi ta tablica upamiętniająca pierwsze na świecie skroplenie tlenu i azotu. 

piątek, 17 lipca 2026

Zdjęcie

Taki wieczorny spacer, przed i po siłowni. Wychodzi na to, że za niedługo przekroczę trzydzieści tysięcy kroków. Idealnie przed zakończeniem dnia. 

wtorek, 14 lipca 2026

Pretty enjoyable living

Trafiło mi się z osobistościami w moim życiu jak ślepej kurze ziarno. Nigdy nie przestanę w to wierzyć i nigdy nie przestanę być za to wdzięczny. Mam wrażenie, że jestem tak trochę jak Sheldon Cooper, ale z dużo lepszymi umiejętnościami społecznymi. Miałem te swoje cechy, które wzbudzały w innych irytację, politowanie lub żenadę, a jednak dalej większość z nich przy mnie trwa. W sobotę świętowałem. W niedzielę późnym wieczorem przyjechał chłopak, który ze współlokatorem wrócili obładowani ze stacji benzynowej, zaopatrzeni w przekąski i napoje na wieczór filmowy, który trwał ponad cztery godziny i czułem się najszczęśliwszy, mimo że niedziela jest moim najmniej ulubionym dniem tygodnia. Wczoraj pokazałem mu Park Reduta i przed jego wyjazdem narobiliśmy tostów z opiekacza. Dzisiaj spotkałem się natomiast z kuzynką. Przygotowała matchę. Pierwszy raz w życiu ją pilem. Nie była zła. 

Z tymi zdrapkami powyżej to wczoraj była zabawna sytuacja. Kupiłem cztery po złotówce każda i w jednej trafiły się 4 złote wygranej. Wymieniłem nagrodę na kolejne cztery zdrapki i trafiła się złotówka nagrody i tak dalej. No i finalnie za 4 złote dostałem 11 zdrapek. 

poniedziałek, 13 lipca 2026

Niepolskie więzi

Memy piszą się same

Kolejne popisy chamstwa wśród troglodytów dumnych ze swojego prostactwa i politycy na smyczy Kremla żerujący na szerokiej dezinformacji temu przyklaskujący dla własnej korzyści. W Bielsku-Białej dorosły chłop wyzywał dzieci w autobusie oraz im groził, bo te miały czelność pochodzić z Ukrainy. Nasz nowoczesny wzorzec patrioty to łysy, wulgarny ksenofob i rasista. Nie ma co się zastanawiać nad tym jak Hitler w 1933 roku doszedł do władzy skoro współczesne algorytmy social mediów pokazują to doskonale. Wtłaczają w umysły mas propagandę po stokroć szybciej niż wiek temu. Niestety ludzi, którzy pamiętają tamte, zbrodnicze czasy ubywa i pamięć wraz z przestrogą umierają razem z nimi. George Santayana mówił: „kto nie pamięta historii, skazany jest na jej ponowne przeżycie”. 

Pozwolę sobie zacytować fragment z książki, którą piszę. Powstał, o dziwo, mniej więcej rok temu:

Wiele progresywnych i demokratycznych sił politycznych wciąż zdaje się nie dostrzegać jednego z najgorszych trendów współczesności jakim jest "tiktokizacja". Nie chodzi tu o samą aplikację, lecz o to jak funkcjonują informacje online. Krótki, prosty i oddziaływujący na emocje przekaz subtelnie znajduje miejsce między rozrywką, a sensacją. Są to rzeczy, które mają wzbudzić niepokój w odbiorcy i cegiełka po cegiełce kształtują nienawistne poglądy. W rezultacie ludzie często zamykają się w swoich wygodnych towarzystwach wzajemnej adoracji i żyją w przekonaniu, że reszta świata jest w błędzie, a oni poznali prawdę objawioną. Boją się ludzi przyjeżdżających z innych krajów, twierdząc, że będą siać zniszczenie w naszych miastach, ale gdy podobne rzeczy robią nasi rodacy, przymykają na to oko. Problemem nie jest czerpanie wiedzy z TikToka, Wikipedii i Instagramu. Sam lubię czytać artykuły, patrzeć na zdjęcia różnych ludzi, oglądać filmy i vlogi - te odmóżdżające, jak i te co pokazują mniej znane fakty historyczne, ekstremalne sporty wyczynowe, życie w innych kulturach, ciekawostki z kosmosu i świata nauki, jak i zwyczajne wiadomości. Problemem jest brak krytycznego myślenia, mały zakres uwagi i wiązanie zdolności poznawczych z emocjami. Krytykowanie innych baniek, kiedy samemu się tkwi w jednej jest w moim przypadku aktem hipokryzji. Mógłbym machnąć ręką na to, że ciągle dowiaduję się o rzeczach podnoszących mi ciśnienie dzięki dobranym pode mnie algorytmom. Tylko jak mam się nie przejmować widokiem ludzi żyjących w ubóstwie, kiedy za dniówkę w wysokości dolara szyją ubrania dla prestiżowych firm? Jak mam być obojętny wobec zbrodni przeciwko ludzkości, dyktatur i autokracji jak w Korei Północnej, Erytrei lub Turkmenistanie? Przecież nawet wybrałem takie studia, które wymagają ode mnie wiedzy o polityce i bieżących światowych wydarzeniach. Thomas Hobbes wierzył, że dla ludzi naturalne jest barbarzyństwo, egoizm i toczenie wojen i tylko poprzez organizowanie się w cywilizację i akceptację „umowy społecznej” ewoluujemy poza te egocentryczne impulsy. Jean-Jacques Rousseau twierdził coś przeciwnego. Ludzka natura polega na dobroci. Tworząc społeczeństwo, tworzymy również porównania między sobą, które budzą w ludziach zazdrość, chciwość i zawiść. Dzielimy ludzi na „naszych” i „nie naszych” i stąd właśnie rodzą się wojny. Nie wiem któremu z tych podejść bardziej wierzyć. 

niedziela, 12 lipca 2026

Wolę poniedziałki niż niedziele

Z piątkowego treningu. 
Weekend dobiega końca. Niedziela zawsze jest moim najmniej ulubionym dniem tygodnia. Zdecydowanie wolę poniedziałki, które kojarzą mi się z feniksem odradzającym się z popiołów. Społeczeństwo zsynchronizowane z kalendarzem budzi się na nowo do życia. Nigdy nie rozumiałem demonizowania akurat ich. Wielu rzeczy nie rozumiem, ale to już kwestia opinii, a nie faktów. Gdybym miał wybrać najlepszy dzień tygodnia, to już byłbym bliżej konsensusu, albowiem zastanawiałbym się pomiędzy piątkiem, a sobotą. Wczoraj na przykład byłem na domówce i wypiłem sporo piwa i bawiłem się w filozoficzne dysputy (w plecaku niosłem pięć czteropaków idąc piechotą przez dwie dzielnice). O dziwo, obudziłem się jak nowonarodzony. Bez bólu głowy ani pragnienia. 

piątek, 10 lipca 2026

Wiewiór z parku

Dzień dobry pani wiewiórko. Wzięła mnie dziś pani z zaskoczenia! Mam przez to dobry humor, bo zrobiłem dobre zdjęcie. Uciekała przed moim obiektywem i wspinała się coraz wyżej, ale ostatecznie mi się udało. Hubert - 1, wiewiórka 0.