poniedziałek, 19 stycznia 2026

Łysol

A natchnęło mnie coś dzisiaj i przed wyjściem z domu nie tylko ogoliłem brodę, ale też głowę. 

A tradycyjnie, wieczorem odbębniłem trening. Szykuje się niezły tydzień. W środę prowadzę mini wykład na uczelni, o którym opowiem nieco więcej post factum. 

sobota, 17 stycznia 2026

Teatralny




Wczoraj i dzisiaj w Slay Space miała miejsce rewia - „Drag Queen za burtą”, w której wystąpiłem w roli marynarza.

Sztuka miała miejsce na barce, stąd motywem przewodnim był rejs na Wyspy Kanaryjskie. Moja rola ograniczała się do bycia stereotypowym, napakowanym, głupkowatym i rozkosznym wesołkiem, który razem ze swoim kolegą po fachu słucha się kapitanki i oficerki. W jednej ze scen, draguska zrywała z nas koszulki i przez to ostentacyjnie mdlała, a my ją parokrotnie podnosiliśmy. Miałem za sobą tylko kilka prób przed wielkim występem i ogarniał mnie wielki stres, że nie podołam i pomieszam choreografię. Tańczyliśmy raz podstawowego cancana, strzelaliśmy migoczącymi wachlarzami i robiliśmy obroty, rzucając w siebie miotłami. Byłem tak „głupi”, że oficerka musiała mi pokazywać jak się zamiata podłogę. Oczywiście tak było w scenariuszu. W drugim akcie dostałem nieco inną rolę. Grałem policjanta, będąc przy tym w mojej masce psa. Dostałem oficerską czapeczkę i miałem obwąchiwać scenografię w poszukiwaniu pieniędzy. Kiedy je znalazłem, rozkazano mi pójść na widownię i obwąchiwać różnych ludzi, żeby sprawdzić czy i oni gdzieś nie chowają poszukiwanych banknotów.

Drag queens były wspaniałe. Zarówno na scenie, jak i poza nią. Uwielbiałem w tym grać. Wszyscy aktorzy się nawzajem wspierali i cieszyli się ze swoich dobrych występów. Chętnie to kiedyś powtórzę! Ogromne propsy dla Lisandry, Judy Chersand, Papiny McQueen, Uwaga Remont i Misstake oraz dla Sławka, który był marynarzem tak samo jak ja. 

czwartek, 15 stycznia 2026

Kebab w Trzebini

Zabrzmi to co najmniej śmiesznie, ale przyjechałem dzisiaj na chwilę do Trzebini, żeby spróbować kebaba w Imperial Kebab. Słyszałem o nim wiele dobrych opinii, więc nic nie szkodziło spróbować, skoro miałem ku temu okazję. No i co mogę powiedzieć. Zamówiłem takiego potwora i zjadłem w całości ze smakiem. Zgadzam się zatem z zasłyszanymi słowami pochwały. 

poniedziałek, 12 stycznia 2026

Zmora


Dzisiaj miałem dobry trening. W ciągu godziny i piętnastu minut zdążyłem zrobić sześć różnych ćwiczeń na klatkę piersiową. Jest ona moją zmorą, więc muszę chyba poświęcić jej znacznie więcej czasu. 

niedziela, 11 stycznia 2026

Pies, marynarz i policjant

Z dzisiejszej próby. Już w piątek będziecie mogli mnie zobaczyć w roli marynarza (i policjanta psa) w show Drag Queen za burtą, które odbędą się w najbliższy piątek i w tę sobotę w Slay Space (LINK do biletów)!
Plecy ciut urosły, a Wisła ładnie zamarzła. 

czwartek, 8 stycznia 2026

Pamiętniczek z krainy śniegu

Tak dzisiaj jest biało. I tak od kilku dni sypie i sypie. Zima najprawdziwsza, tak rzadko spotykana, że jak się już pojawi to jest alleluja i świętowanie. 
Ćwiczyłem wczoraj nogi i po pobudce najbardziej odbija mi się to na łydkach, które udźwignęły 180 kilogramów. Jeszcze wczoraj wieczorem udało mi się upolować pandę i dostałem później w prezencie od znajomego dużo fajnego żarła, które będę jadł przez najbliższe dwa dni! Fantastycznie jest mieć w życiu pomoc i otaczać się dobrymi ludźmi. Naprawdę. 

środa, 7 stycznia 2026

Świeczki

Na prośbę mojej mamy poszedłem dzisiaj do Kościoła Mariackiego i zapaliłem trzy świeczki w intencji mojego taty. Dzisiaj mija pięć lat od jego śmierci. Nie spałem do piątej, ponieważ pamiętam, że odszedł około czwartej i chciałem „dotrwać” do tak późna. Czysto symbolicznie. Gdybym był dzisiaj na cmentarzu, pewnie bym z nim porozmawiał. Bo lubię z nim wciąż pogadać jak zwykliśmy to robić przez tyle lat. 

poniedziałek, 5 stycznia 2026

Pierwszy noworoczny trening

Pierwszy trening w 2026 roku zaliczony. Klatka potrenowana, choć mogłoby być ciut lepiej. Ważne, że przynajmniej piekło. 

Jeszcze dzisiaj byłem produktywny i trzasnąłem większość eseju na zaliczenie jednego z moich ulubionych przedmiotów. Napisałem o konflikcie Izraela z Libanem i dlaczego przez to Liban nie zadebiutował w Eurowizji. Oryginalny temat. 

niedziela, 4 stycznia 2026

Głodny byk

Ledwo co wstałem, kiedy współlokator powiedział mi, że wyjdziemy dzisiaj do restauracji. Trzeba było jakoś uczcić nadejście nowego roku „po naszemu”. Lubię zjeść w „Luca”, a od czasu do czasu można sobie pozwolić na jakieś rarytasy. 

sobota, 3 stycznia 2026

Jest tak pół na pół

Jak ocenić pierwsze trzy dni tego roku? Tak… pół na pół. Bo działy się rzeczy całkiem przyjemne i miłe do wspominania, ale z samopoczuciem jest już nie najlepiej. Jak sinusoida, wznosi się i upada. Raz jest lepiej, raz gorzej. Szykuje się noworoczna wizyta u lekarza w przyszłym tygodniu. Teraz jest lepiej, ale trzy godziny temu myślałem, że padnę jak wyszedłem na miasto. Wczoraj do wpół do drugiej siedzieliśmy i graliśmy po drugiej stronie Krakowa w planszówkę - Neuroshima. Pierwszy raz zaznajomiłem się z regułami, ale w miarę szybko je załapałem. Wygrałem drugą rundę (pic rel) nokautem! Teraz sobie leżę grzecznie w łóżeczku. 
Przez ostatnie dni złapała mnie taka głupia zajawka i zrobiłem mapę z danymi - ile procent danego województwa znajdowało się w przedwojennej Polsce (II RP). Bazowałem na tej mapce - LINK

czwartek, 1 stycznia 2026

Nowy rok w Oświęcimiu!

 

Tak się bawiłem już po tym jak nastała północ, a wraz z nią nowy 2026 rok. Była to zdecydowanie świetna impreza z wieloma nowo poznanymi osobami w różnym wieku. Świetnie jest wywijać na parkiecie razem z rówieśnikami, dziećmi i babuszkami. Jedna ukraińska babcia polewała mi alkohol. Złota kobieta, która skradła nam wszystkim serce. Wszystko to we wspaniałej restauracji Kastel w sercu Oświęcimia. 
Wstałem dziś przed dwunastą, kilka kilometrów od miasta i byłem podekscytowany faktem, że znajdowaliśmy się kilkadziesiąt metrów od granicy województwa małopolskiego ze śląskim! 

środa, 31 grudnia 2025

Koniec roku mojego ćwierćwiecza

Żeby mojej ulubionej tradycji stało się zadość (201920202021202220232024) pora podsumować także i ten rok.


Kolażyk z trzema zdjęciami na każdy miesiąc :)

2025 rok był dla mnie superowy. W styczniu zrobiłem sobie kolaże zdjęć z poprzednich lat i powiesiłem je u siebie na ścianie, ponieważ jestem mocno sentymentalnym człowiekiem. Miałem też przyjemność zagościć w Warszawie i zobaczyć m.in. Queer Muzeum. W lutym wybrałem się do krakowskiej restauracji, w której ugotowałem własną zupę, a dwa tygodnie później zdałem pierwszą w życiu sesję na studiach. W marcu miałem natomiast pierwszą w życiu profesjonalną sesję, ale zdjęciową, a pod koniec miesiąca wlazłem w środku nocy na kopiec Wandy. W kwietniu zwiedziłem Poznań, a we Wrocławiu robiłem mój dziesiąty tatuaż - fancy pieska z monoklem. Miałem też kolejną sesję zdjęciową - pod Częstochową, dla marki odzieżowej. Od tamtej pory mam na sobie łańcuch z kłódką, którego do dzisiaj ani razu nie zdjąłem i jest nową częścią mnie. Kolejna, w tym samym miejscu odbyła się nieco ponad dwa tygodnie później. Pokochałem te shootingi, bo przy okazji poznałem w ich trakcie pozytywnych i otwartych ludzi, jak i inną stronę siebie, która zaczęła na początku roku kiełkować. W ostatnim kwietniowym treningu po raz pierwszy w życiu wycisnąłem 100 kilogramów na klatę! W maju, już pierwszego dnia przyznałem się do mojego psiego alter ego, które zwie się Tanky! Mieliśmy też krakowski marsz równości, gdzie przygotowałem swoją mocną stylówkę, a tydzień po nim miałem kolejną sesję - na pięknych ostańcach. Ze smutniejszych majowych wieści - moja pompa insulinowa umarła po dziewięciu latach służby. Czerwiec - miesiąc dumy, rozpoczęliśmy drugą turą wyborów prezydenckich, której wynik mnie i wiele innych osób wyjątkowo zawiódł. Z bardziej pozytywnych rzeczy, które się w czerwcu wydarzyły: zobaczyłem po raz pierwszy kamieniołom Libanzgniotłem arbuza udami oraz odwiedziłem Bielsko-Białą i zrobiłem zdjęcia z pomnikami kultowych postaci z polskich bajek. Przechadzałem się po raz kolejny po Warszawie robiąc trochę zdjęć, ale niestety nie było to na Paradzie, bo miałem w jej trakcie inne obowiązki. Pod koniec miesiąca zdałem sesję letnią z samymi dobrymi ocenami. W lipcu modelowałem trochę za barem, promując pup meet, który miał się odbyć tydzień później. Podjąłem również decyzję, żeby w końcu sprawdzić czy nie mam ADHD, przez co musiałem uszczuplić moje konto oszczędnościowe. To samo konto niedługo później musiało znieść kolejny wydatek, ponieważ podczas wyciskania na ławeczce, jeden z hantli upadł mi na telefon, rozwalając go doszczętnie. Kupiłem w lombardzie używany iPhone 15 i w sumie byłem tą wymianą zachwycony. Brałem też udział w queer slamie. Pierwszego dnia sierpnia wyszło szydło z worka - jestem osobą neuroatypową. Kilka dni później stałem się częścią „Pałacu Portretów” kanadyjskiej drag queen Mailarty, razem z takimi osobistościami jak Judi Dench, John Travolta i Mel Gibson. W sierpniu miałem też kolejny meet, ale warszawski, podczas którego bawiłem się do białego rana. W połowie miesiąca, odwiedził mnie mój brat, który przyjechał do Krakowa specjalnie po to, żebyśmy porzucali siekierami. Kilka dni później zaliczyłem sesję zdjęciową numer cztery, a 17 sierpnia ten blog skończył 10 lat! Pod koniec miesiąca pojechałem do Berlina, na Folsom Europe i słynny Street Fair. To były definitywnie najlepsze trzy dni i dwa najlepsze posty, które napisałem w tym roku. Miesiąc zakończył się krótkim wypadem do Ośna Lubuskiego. Wrzesień rozpocząłem transgranicznymi przechadzkami do Frankfurtu nad Odrą. Zrobiłem sobie również trzy nowe dziarki we Wrocławiu - uproszczoną okładkę albumu „Chromatica” Lady Gagi, koto-kwiatek i przenośną konsolę do gier z dinozaurem i meteorem na ekranie. 10 września obchodziłem dwudzieste piąte urodziny. Kupiłem sobie Lego Creator z pandami, a w prezencie dostałem między innymi książkę, również o pandzie. W ostatni dzień miesiaca stanąłem po raz kolejny na scenie queer slamu w Lindo i zająłem drugie miejsce. W październiku dostałem mój pierwszy sensor monitorujący całodobowo poziom glukozy. Miałem też jeden z ciekawszych weekendów, kiedy to po ośmiu godzinach zajęć na studiach i małej imprezie poprzedniego wieczoru, podczas której dałem się poznać jako diwa, poleciałem do pracy za barem. Pod koniec miesiąca zobaczyłem na moment Kalwarię Zebrzydowską, a na Halloween przebrałem się za gladiatora. W listopadzie pojechałem na moją wieś, a jak wróciłem to odwiedziłem Zalew Nowohucki, a nieco ponad tydzień później łaziłem po Dolinkach Krakowskich. 30 listopada reprezentowałem moją uczelnię w studenckiej debacie na żywo w TVP Info, w programie „Polska, co dalej?”. 3 grudnia miałem hiper ekscytujący dzień. Zrobiłem śliczne zdjęcie z Fifulką, wyszło Spotify Wrapped, miałem ekstra masaż, kupiłem torebkę z pandą wypełnioną krówkami i jeździłem z nią na łyżwach. Niecały tydzień później pojechałem do Chorzowa do planetarium i zaliczyłem między innymi symulację lotu kosmicznego! Kilka dni później ruszyłem w wir świątecznych zakupów i kupiłem mamie ładne kosmetyki, bratu smartbanda, a przy okazji sobie wagę z analizą składu ciała. Jak szaleć to szaleć! Przed świętami wygrałem niespodziewanie polityczne „1 z 10” na uczelnianej wigilii w kole naukowym. Na prawdziwą, rodzinną wigilię w Łęcznej otrzymałem głównie słodycze, ale też skarpetki z Simpsonami, koszulkę z Family Guy oraz bokserki z pandami. Sylwestra natomiast planuję spędzić w Oświęcimiu, już za parę godzin.

Jestem niezwykle zadowolony z tego, że w tym roku klepnąłem 213 postów (razem tym obecnym) i pobiłem rekord z 2020 (wtedy machnąłem ich 207). Łącznie mam już ich 1420, bo jeden archiwalny post z czerwca 2019 został przeze mnie przywrócony (I know, no one cares)! 
Instagram był w tym roku dla mnie wyjątkowo łaskawy! Urosłem z około 1000 obserwujących w styczniu do ponad 2200. Jest moc. 
No i na sam koniec statystyki wyświetleń! Ledwo, ale milion w tym roku udało się uzbierać. 6,332 mln od początku. Co mi pozostaje powiedzieć? Do siego roku! 

poniedziałek, 29 grudnia 2025

Dolores się obraziła…

Machnąłem dziś popołudniem pożegnalny trening. Wczoraj też mi się udało poćwiczyć po tygodniu przerwy. Niestety (albo stety) tydzień i dzień w domu dobiegł końca. O 17:05 miałem pociąg z Lublina do Radomia i po godzinnej przesiadce jestem już w drodze do Krakowa. 
Dolores przed wyjściem nie chciała się odwrócić w moją stronę. Zrobiła to tylko raz, żeby mnie ugryźć, ale tak, żeby nie bolało. Jakby wyczuła, że ją opuszczam. A jeszcze parę godzin wcześniej tak się na mnie gapiła tymi swoimi słodziutkimi oczętami. Dolores, ja też tęsknię! 

niedziela, 28 grudnia 2025

Lublinum

Wczoraj mama i brat wybierali się do teatru i zechciałem pojechać z nimi do Lublina (na spektakl jednak nie poszedłem, bo na kupno biletów było już za późno). No bo kiedy ja przechadzałem się po Starym Mieście? Nawet nie pamiętam. Kiedyś to była wręcz codzienność, a teraz czuję się poniekąd jak turysta. Popatrzcie na koziołka Łukasza na skrzyżowaniu jezuickiej i dominikańskiej. Jaki ma śliczny szaliczek! 
Jak na złość, trafiłem na mini zamieć. Dużo się ukrywałem po budynkach i wnękach. 

czwartek, 25 grudnia 2025

Rzeczy, których mi brak

Dolores i wanna. Rzeczy, które chciałbym ze sobą najbardziej zabrać do Krakowa. I mówię to serio. Jak jestem w domu, to codziennie biorę kąpiel, bo tak bardzo mi brakuje leżenia przez godzinę w ciepłej wodzie. Prysznic jest szybki. Dziesięć minut i po wszystkim. A taka wanna rozgrzewa, relaksuje, pozwala oczyścić umysł. Raik. Magia. Same dobro. Gdybym jeszcze miał taką gigantyczną wannę, w której mógłbym leżeć bez uginania nóg, to byłbym w siódmym niebie! 

środa, 24 grudnia 2025

Wigilia, Wigilia i po Wigilii

Maciupka choineczka, stolik z więcej niż dwunastoma potrawami. Taka oto niekonwencjonalna wigilia we trójkę. Przed wieczorem zajechaliśmy jeszcze na cmentarz, żeby wymienić wkłady w świątecznych zniczach na grobie taty. Gdy zostałem z nim sam na sam, zacząłem narzekać na pogodę. Wiatr doprowadzał mnie do szaleństwa, bo knot nie chciał odpalić, a ręce mi marzły i prawie siniały. Żartobliwie rzuciłem, że on tam na dole nie ma na co narzekać, bo i tak nie czuje czy jest ciepło czy zimno. 
A po wspólnym posiłku przyszła pora na prezenty. Mama jest całe szczęście zadowolona z kosmetyków. Ja natomiast otrzymałem słodycze, skarpetki z Simpsonami, koszulkę z Family Guyem i bieliznę w pandy. 

poniedziałek, 22 grudnia 2025

Domownik powrócił

W Łęcznej znalazłem się wczoraj, tuż przed północą. Mama i brat odebrali mnie z dworca w Jaszczowie. Podróż pociągiem mnie znużyła, a energia wróciła do normalnych poziomów, kiedy tylko usiadłem na miejscu pasażera i obserwowałem znane mi przez całe życie okolice przez przednią szybę. Gdy byliśmy prawie pod domem, dostrzegłem jak miewa się główny rynek. Nowa choinka, z bardziej pstrokatym, aczkolwiek sympatycznym i urzekającym zbiorowiskiem ozdobników, a tuż obok niej ledowy renifer z saniami. Wszystko to zastąpiło stare drzewo i ciuchcię z wagonikami, które służyły przez blisko dekadę. Dookoła scenerii pustki. Ani żywej duszy. Spokój. Najdłuższa noc w roku w samym jej epicentrum. Wysiadłem z auta. Dostrzegłem Dolores czyhającą przy oknie. Przekroczywszy próg mieszkania, usłyszałem jak jej łapki uderzają o podłogę, a chwilę później stała obok mnie. Zapiszczała ze trzy razy, powąchała moją torbę, spoglądała na mnie swoimi ślepiami, mrugając co jakiś czas, a parę sekund później zajęła się sobą. Jakby strzeliła udawanego focha, próbując zamaskować tęsknotę. Wszedłem do pokoju, a w nim zastałem kosmetyczne zmiany w aranżacji. Biurko znalazło się po prawej stronie okna. Poza tym, było w nim mniej walających się po kątach gratów. Reszta bez zmian. Coś niesamowitego dzieje się z moją główką kiedy mam przed sobą skrawek terenu, który mogę z pełną śmiałością traktować jako „swój”. Przynajmniej dopóki to mieszkanie nie pójdzie na sprzedaż. Metalowa listwa jako próg przed wejściem i bielutkie ściany z mapami i zdjęciami wyznaczają granicę pomiędzy światem zewnętrznym, a tym, który jest tylko mój. 

Choinka i renifer w dzień 

Dzisiaj wybrałem się do sklepu z odzieżą używaną, bo brakowało mi nieco spodni w szafie, a w Łęcznej jest postokroć taniej niż w Krakowie. Aktualnie wracam autobusem z Lublina. Byłem u diabetologa, który pochwalił mnie za moje poziomy cukrów. Na wiosnę najpewniej odzyskam pompę!