Okazjonalnie zdarza mi się popadać w przygnębienie na myśl, że nie jestem już dzieckiem. Rok wcześniej inna z moich cioć poszła ze mną do sklepu obuwniczego i powiedziała, że mam wziąć takie, które mi się najbardziej podobają i nie zważać na ich cenę. Tak też zrobiłem, choć po cichu odrzucałem te najdroższe. Napełniała mnie jednocześnie pewna miłość i wdzięczność, połączona z zakłopotaniem i niewiedzą co ze sobą zrobić. Gdy zostałem sam w pokoju gościnnym z pudełkiem nowych Reeboków, popłakałem się, bo zacząłem sobie uświadamiać, że są to tak naprawdę ostatnie momenty, kiedy ci „prawdziwi” dorośli, obecni w moim życiu od mojej maleńkości, traktują mnie z tego rodzaju troską, jakbym był tym samym niewinnym niuniem co dwadzieścia lat temu.
Takie oto mam rozkminy. Wróciłem niedawno z siłowni. Niby koniec września, ale dzisiaj było tak ciepło i przyjemnie. Przez najbliższe dni ma być podobnie.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz