Wybrałem się dziś na Hutę. Dokładnie w okolice NCK. Ot tak, popatrzeć się na łąki i zobaczyć jakie są wystawy. Mural z fragmentem piosenki „Kocham Wolność” Chłopców z Placu Broni skojarzył mi się jednoznacznie z takim… pretensjonalnym bronieniem demokracji przez ludzi, którzy się wywyższają, ponieważ są z klasy średniej i odpowiednio glosują. Takie interpretacje tej piosenki pojawiają się w mojej głowie, mimo że ma wspaniały i głęboki przekaz o tym ile znaczy w naszym życiu wolność. Obok zdjęcie obrazu, który najbardziej mi się spodobał. Pierwszą myślą jaką miałem po jego zobaczeniu to kulturalne popijawy w staromiejskich kamienicach dowolnego miasta, gdzie część osób bawi się na quasiparkiecie, a reszta wdaje się w życiowe polemiki w kuchni. Czasem ktoś, na przykład taki ja, wyjdzie na balkon zapalić papierosa i popatrzy się na gęsto upakowane budyneczki i brukowane uliczki, po czym napawa się artystyczną atmosferą nocy i cieszy się, że żyje. Cieszy się, że jest miejski. I przede wszystkim cieszy się, że dostrzega piękno w tym co widzi. W każdym kamieniu, w każdej elewacji, w każdym człowieku co przechodzi obok. A obraz przedstawia to, co z takiej imprezy zostało nazajutrz, z samego rana. Oczywiście jest to moja interpretacja, ale dająca mi jakieś wytchnienie. Coś co chciałbym posiąść zamiast deweloperskiego, nowoczesnego mieszkania, które jest ułudą bogactwa.
Kocham Kraków.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz