Dzisiaj po śniadaniu znowu sprzątaliśmy kawałek jednej z plaż. No i co tu dużo mówić, było co zbierać. Jestem z siebie dumny, bo na zdjęciu wyżej widać większość moich dzisiejszych łupów.
Wczoraj po raz pierwszy bawiłem się w tradycyjnej, estońskiej saunie. Smagaliśmy się wzajemnie witkami brzozowymi. Od groma zabawy. Między sesjami polewałem się zimnym szlauchem i czułem się jak nowo ochrzczony wiking.
Natomiast jeszcze w poniedziałek, po powrocie z Haapsalu, poszedłem nad wodę, pooglądać zachód słońca. Prawda, że magiczny?




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz