środa, 7 stycznia 2026

Świeczki

Na prośbę mojej mamy poszedłem dzisiaj do Kościoła Mariackiego i zapaliłem trzy świeczki w intencji mojego taty. Dzisiaj mija pięć lat od jego śmierci. Nie spałem do piątej, ponieważ pamiętam, że odszedł około czwartej i chciałem „dotrwać” do tak późna. Czysto symbolicznie. Gdybym był dzisiaj na cmentarzu, pewnie bym z nim porozmawiał. Bo lubię z nim wciąż pogadać jak zwykliśmy to robić przez tyle lat. 

poniedziałek, 5 stycznia 2026

Pierwszy noworoczny trening

Pierwszy trening w 2026 roku zaliczony. Klatka potrenowana, choć mogłoby być ciut lepiej. Ważne, że przynajmniej piekło. 

Jeszcze dzisiaj byłem produktywny i trzasnąłem większość eseju na zaliczenie jednego z moich ulubionych przedmiotów. Napisałem o konflikcie Izraela z Libanem i dlaczego przez to Liban nie zadebiutował w Eurowizji. Oryginalny temat. 

niedziela, 4 stycznia 2026

Głodny byk

Ledwo co wstałem, kiedy współlokator powiedział mi, że wyjdziemy dzisiaj do restauracji. Trzeba było jakoś uczcić nadejście nowego roku „po naszemu”. Lubię zjeść w „Luca”, a od czasu do czasu można sobie pozwolić na jakieś rarytasy. 

sobota, 3 stycznia 2026

Jest tak pół na pół

Jak ocenić pierwsze trzy dni tego roku? Tak… pół na pół. Bo działy się rzeczy całkiem przyjemne i miłe do wspominania, ale z samopoczuciem jest już nie najlepiej. Jak sinusoida, wznosi się i upada. Raz jest lepiej, raz gorzej. Szykuje się noworoczna wizyta u lekarza w przyszłym tygodniu. Teraz jest lepiej, ale trzy godziny temu myślałem, że padnę jak wyszedłem na miasto. Wczoraj do wpół do drugiej siedzieliśmy i graliśmy po drugiej stronie Krakowa w planszówkę - Neuroshima. Pierwszy raz zaznajomiłem się z regułami, ale w miarę szybko je załapałem. Wygrałem drugą rundę (pic rel) nokautem! Teraz sobie leżę grzecznie w łóżeczku. 
Przez ostatnie dni złapała mnie taka głupia zajawka i zrobiłem mapę z danymi - ile procent danego województwa znajdowało się w przedwojennej Polsce (II RP). Bazowałem na tej mapce - LINK

czwartek, 1 stycznia 2026

Nowy rok w Oświęcimiu!

 

Tak się bawiłem już po tym jak nastała północ, a wraz z nią nowy 2026 rok. Była to zdecydowanie świetna impreza z wieloma nowo poznanymi osobami w różnym wieku. Świetnie jest wywijać na parkiecie razem z rówieśnikami, dziećmi i babuszkami. Jedna ukraińska babcia polewała mi alkohol. Złota kobieta, która skradła nam wszystkim serce. Wszystko to we wspaniałej restauracji Kastel w sercu Oświęcimia. 
Wstałem dziś przed dwunastą, kilka kilometrów od miasta i byłem podekscytowany faktem, że znajdowaliśmy się kilkadziesiąt metrów od granicy województwa małopolskiego ze śląskim! 

środa, 31 grudnia 2025

Koniec roku mojego ćwierćwiecza

Żeby mojej ulubionej tradycji stało się zadość (201920202021202220232024) pora podsumować także i ten rok.


Kolażyk z trzema zdjęciami na każdy miesiąc :)

2025 rok był dla mnie superowy. W styczniu zrobiłem sobie kolaże zdjęć z poprzednich lat i powiesiłem je u siebie na ścianie, ponieważ jestem mocno sentymentalnym człowiekiem. Miałem też przyjemność zagościć w Warszawie i zobaczyć m.in. Queer Muzeum. W lutym wybrałem się do krakowskiej restauracji, w której ugotowałem własną zupę, a dwa tygodnie później zdałem pierwszą w życiu sesję na studiach. W marcu miałem natomiast pierwszą w życiu profesjonalną sesję, ale zdjęciową, a pod koniec miesiąca wlazłem w środku nocy na kopiec Wandy. W kwietniu zwiedziłem Poznań, a we Wrocławiu robiłem mój dziesiąty tatuaż - fancy pieska z monoklem. Miałem też kolejną sesję zdjęciową - pod Częstochową, dla marki odzieżowej. Od tamtej pory mam na sobie łańcuch z kłódką, którego do dzisiaj ani razu nie zdjąłem i jest nową częścią mnie. Kolejna, w tym samym miejscu odbyła się nieco ponad dwa tygodnie później. Pokochałem te shootingi, bo przy okazji poznałem w ich trakcie pozytywnych i otwartych ludzi, jak i inną stronę siebie, która zaczęła na początku roku kiełkować. W ostatnim kwietniowym treningu po raz pierwszy w życiu wycisnąłem 100 kilogramów na klatę! W maju, już pierwszego dnia przyznałem się do mojego psiego alter ego, które zwie się Tanky! Mieliśmy też krakowski marsz równości, gdzie przygotowałem swoją mocną stylówkę, a tydzień po nim miałem kolejną sesję - na pięknych ostańcach. Ze smutniejszych majowych wieści - moja pompa insulinowa umarła po dziewięciu latach służby. Czerwiec - miesiąc dumy, rozpoczęliśmy drugą turą wyborów prezydenckich, której wynik mnie i wiele innych osób wyjątkowo zawiódł. Z bardziej pozytywnych rzeczy, które się w czerwcu wydarzyły: zobaczyłem po raz pierwszy kamieniołom Libanzgniotłem arbuza udami oraz odwiedziłem Bielsko-Białą i zrobiłem zdjęcia z pomnikami kultowych postaci z polskich bajek. Przechadzałem się po raz kolejny po Warszawie robiąc trochę zdjęć, ale niestety nie było to na Paradzie, bo miałem w jej trakcie inne obowiązki. Pod koniec miesiąca zdałem sesję letnią z samymi dobrymi ocenami. W lipcu modelowałem trochę za barem, promując pup meet, który miał się odbyć tydzień później. Podjąłem również decyzję, żeby w końcu sprawdzić czy nie mam ADHD, przez co musiałem uszczuplić moje konto oszczędnościowe. To samo konto niedługo później musiało znieść kolejny wydatek, ponieważ podczas wyciskania na ławeczce, jeden z hantli upadł mi na telefon, rozwalając go doszczętnie. Kupiłem w lombardzie używany iPhone 15 i w sumie byłem tą wymianą zachwycony. Brałem też udział w queer slamie. Pierwszego dnia sierpnia wyszło szydło z worka - jestem osobą neuroatypową. Kilka dni później stałem się częścią „Pałacu Portretów” kanadyjskiej drag queen Mailarty, razem z takimi osobistościami jak Judi Dench, John Travolta i Mel Gibson. W sierpniu miałem też kolejny meet, ale warszawski, podczas którego bawiłem się do białego rana. W połowie miesiąca, odwiedził mnie mój brat, który przyjechał do Krakowa specjalnie po to, żebyśmy porzucali siekierami. Kilka dni później zaliczyłem sesję zdjęciową numer cztery, a 17 sierpnia ten blog skończył 10 lat! Pod koniec miesiąca pojechałem do Berlina, na Folsom Europe i słynny Street Fair. To były definitywnie najlepsze trzy dni i dwa najlepsze posty, które napisałem w tym roku. Miesiąc zakończył się krótkim wypadem do Ośna Lubuskiego. Wrzesień rozpocząłem transgranicznymi przechadzkami do Frankfurtu nad Odrą. Zrobiłem sobie również trzy nowe dziarki we Wrocławiu - uproszczoną okładkę albumu „Chromatica” Lady Gagi, koto-kwiatek i przenośną konsolę do gier z dinozaurem i meteorem na ekranie. 10 września obchodziłem dwudzieste piąte urodziny. Kupiłem sobie Lego Creator z pandami, a w prezencie dostałem między innymi książkę, również o pandzie. W ostatni dzień miesiaca stanąłem po raz kolejny na scenie queer slamu w Lindo i zająłem drugie miejsce. W październiku dostałem mój pierwszy sensor monitorujący całodobowo poziom glukozy. Miałem też jeden z ciekawszych weekendów, kiedy to po ośmiu godzinach zajęć na studiach i małej imprezie poprzedniego wieczoru, podczas której dałem się poznać jako diwa, poleciałem do pracy za barem. Pod koniec miesiąca zobaczyłem na moment Kalwarię Zebrzydowską, a na Halloween przebrałem się za gladiatora. W listopadzie pojechałem na moją wieś, a jak wróciłem to odwiedziłem Zalew Nowohucki, a nieco ponad tydzień później łaziłem po Dolinkach Krakowskich. 30 listopada reprezentowałem moją uczelnię w studenckiej debacie na żywo w TVP Info, w programie „Polska, co dalej?”. 3 grudnia miałem hiper ekscytujący dzień. Zrobiłem śliczne zdjęcie z Fifulką, wyszło Spotify Wrapped, miałem ekstra masaż, kupiłem torebkę z pandą wypełnioną krówkami i jeździłem z nią na łyżwach. Niecały tydzień później pojechałem do Chorzowa do planetarium i zaliczyłem między innymi symulację lotu kosmicznego! Kilka dni później ruszyłem w wir świątecznych zakupów i kupiłem mamie ładne kosmetyki, bratu smartbanda, a przy okazji sobie wagę z analizą składu ciała. Jak szaleć to szaleć! Przed świętami wygrałem niespodziewanie polityczne „1 z 10” na uczelnianej wigilii w kole naukowym. Na prawdziwą, rodzinną wigilię w Łęcznej otrzymałem głównie słodycze, ale też skarpetki z Simpsonami, koszulkę z Family Guy oraz bokserki z pandami. Sylwestra natomiast planuję spędzić w Oświęcimiu, już za parę godzin.

Jestem niezwykle zadowolony z tego, że w tym roku klepnąłem 213 postów (razem tym obecnym) i pobiłem rekord z 2020 (wtedy machnąłem ich 207). Łącznie mam już ich 1420, bo jeden archiwalny post z czerwca 2019 został przeze mnie przywrócony (I know, no one cares)! 
Instagram był w tym roku dla mnie wyjątkowo łaskawy! Urosłem z około 1000 obserwujących w styczniu do ponad 2200. Jest moc. 
No i na sam koniec statystyki wyświetleń! Ledwo, ale milion w tym roku udało się uzbierać. 6,332 mln od początku. Co mi pozostaje powiedzieć? Do siego roku! 

poniedziałek, 29 grudnia 2025

Dolores się obraziła…

Machnąłem dziś popołudniem pożegnalny trening. Wczoraj też mi się udało poćwiczyć po tygodniu przerwy. Niestety (albo stety) tydzień i dzień w domu dobiegł końca. O 17:05 miałem pociąg z Lublina do Radomia i po godzinnej przesiadce jestem już w drodze do Krakowa. 
Dolores przed wyjściem nie chciała się odwrócić w moją stronę. Zrobiła to tylko raz, żeby mnie ugryźć, ale tak, żeby nie bolało. Jakby wyczuła, że ją opuszczam. A jeszcze parę godzin wcześniej tak się na mnie gapiła tymi swoimi słodziutkimi oczętami. Dolores, ja też tęsknię! 

niedziela, 28 grudnia 2025

Lublinum

Wczoraj mama i brat wybierali się do teatru i zechciałem pojechać z nimi do Lublina (na spektakl jednak nie poszedłem, bo na kupno biletów było już za późno). No bo kiedy ja przechadzałem się po Starym Mieście? Nawet nie pamiętam. Kiedyś to była wręcz codzienność, a teraz czuję się poniekąd jak turysta. Popatrzcie na koziołka Łukasza na skrzyżowaniu jezuickiej i dominikańskiej. Jaki ma śliczny szaliczek! 
Jak na złość, trafiłem na mini zamieć. Dużo się ukrywałem po budynkach i wnękach. 

czwartek, 25 grudnia 2025

Rzeczy, których mi brak

Dolores i wanna. Rzeczy, które chciałbym ze sobą najbardziej zabrać do Krakowa. I mówię to serio. Jak jestem w domu, to codziennie biorę kąpiel, bo tak bardzo mi brakuje leżenia przez godzinę w ciepłej wodzie. Prysznic jest szybki. Dziesięć minut i po wszystkim. A taka wanna rozgrzewa, relaksuje, pozwala oczyścić umysł. Raik. Magia. Same dobro. Gdybym jeszcze miał taką gigantyczną wannę, w której mógłbym leżeć bez uginania nóg, to byłbym w siódmym niebie! 

środa, 24 grudnia 2025

Wigilia, Wigilia i po Wigilii

Maciupka choineczka, stolik z więcej niż dwunastoma potrawami. Taka oto niekonwencjonalna wigilia we trójkę. Przed wieczorem zajechaliśmy jeszcze na cmentarz, żeby wymienić wkłady w świątecznych zniczach na grobie taty. Gdy zostałem z nim sam na sam, zacząłem narzekać na pogodę. Wiatr doprowadzał mnie do szaleństwa, bo knot nie chciał odpalić, a ręce mi marzły i prawie siniały. Żartobliwie rzuciłem, że on tam na dole nie ma na co narzekać, bo i tak nie czuje czy jest ciepło czy zimno. 
A po wspólnym posiłku przyszła pora na prezenty. Mama jest całe szczęście zadowolona z kosmetyków. Ja natomiast otrzymałem słodycze, skarpetki z Simpsonami, koszulkę z Family Guyem i bieliznę w pandy. 

poniedziałek, 22 grudnia 2025

Domownik powrócił

W Łęcznej znalazłem się wczoraj, tuż przed północą. Mama i brat odebrali mnie z dworca w Jaszczowie. Podróż pociągiem mnie znużyła, a energia wróciła do normalnych poziomów, kiedy tylko usiadłem na miejscu pasażera i obserwowałem znane mi przez całe życie okolice przez przednią szybę. Gdy byliśmy prawie pod domem, dostrzegłem jak miewa się główny rynek. Nowa choinka, z bardziej pstrokatym, aczkolwiek sympatycznym i urzekającym zbiorowiskiem ozdobników, a tuż obok niej ledowy renifer z saniami. Wszystko to zastąpiło stare drzewo i ciuchcię z wagonikami, które służyły przez blisko dekadę. Dookoła scenerii pustki. Ani żywej duszy. Spokój. Najdłuższa noc w roku w samym jej epicentrum. Wysiadłem z auta. Dostrzegłem Dolores czyhającą przy oknie. Przekroczywszy próg mieszkania, usłyszałem jak jej łapki uderzają o podłogę, a chwilę później stała obok mnie. Zapiszczała ze trzy razy, powąchała moją torbę, spoglądała na mnie swoimi ślepiami, mrugając co jakiś czas, a parę sekund później zajęła się sobą. Jakby strzeliła udawanego focha, próbując zamaskować tęsknotę. Wszedłem do pokoju, a w nim zastałem kosmetyczne zmiany w aranżacji. Biurko znalazło się po prawej stronie okna. Poza tym, było w nim mniej walających się po kątach gratów. Reszta bez zmian. Coś niesamowitego dzieje się z moją główką kiedy mam przed sobą skrawek terenu, który mogę z pełną śmiałością traktować jako „swój”. Przynajmniej dopóki to mieszkanie nie pójdzie na sprzedaż. Metalowa listwa jako próg przed wejściem i bielutkie ściany z mapami i zdjęciami wyznaczają granicę pomiędzy światem zewnętrznym, a tym, który jest tylko mój. 

Choinka i renifer w dzień 

Dzisiaj wybrałem się do sklepu z odzieżą używaną, bo brakowało mi nieco spodni w szafie, a w Łęcznej jest postokroć taniej niż w Krakowie. Aktualnie wracam autobusem z Lublina. Byłem u diabetologa, który pochwalił mnie za moje poziomy cukrów. Na wiosnę najpewniej odzyskam pompę! 

sobota, 20 grudnia 2025

Rush!

Kilka dni do świąt, jeden wielki armagedon panuje w sklepach i centrach handlowych. Siedzę jeszcze do jutra w Krakowie, bo dziś i jutro mam zajęcia. Na dodatek o dziewiętnastej zaczynam pracę za barem, więc grafik mam zapełniony jak miejsca w pociągu, którym jutro pojadę (na szczęście będę miał gdzie siedzieć, bo kupiłem bilet z miesięcznym wyprzedzeniem). 
Mały photo dump z ostatnich dni. Jedno ze zdjęć z czwartkowej zabawy w teleturniej oraz wczorajsze pozowanie w łazience (od wtorku nie trenowałem, bo cały czas jakaś robota, ale od poniedziałku będę w Łęcznej i będę łaził na lokalną siłownię na multisport). 
Wczoraj wieczorem otrzymałem paczkę świąteczną od kolegów z Kinky Locked! Bardzo się z niej ucieszyłem, bo nie spodziewałem się, że jakąkolwiek do mnie przyjdzie! A dzisiaj po zajęciach wpadłem do galerii i kupiłem najnowszą książkę Philomeny Cunk! Uwielbiam tę babkę. Będę miał przyjemną lekturę w drodze do Lublina. Teraz jem szybką kolację, bo za nieco ponad godzinę lecę do pracy. Chcę już święta. 

czwartek, 18 grudnia 2025

1 z 10

Miałem dzisiaj wigilię z moim kołem naukowym na uczelni. Zabawę zwieńczyła gra w 1 z 10, która miała sprawdzić który z członków jest największym „politycznym świrem”. Poszedłem tam z myślą, żeby nie odpaść jako pierwszy, a skończyło się na tym, że wygrałem finał, a w drugiej rundzie jako jedyny zachowałem trzy życia. Czasami bałem się wyrywać do odpowiedzi, ale udało mi się odpowiedzieć na pytania takie jak kto jest prezydentem Meksyku (Claudia Sheinbaum), albo gdzie podpisano traktat pokojowy kończący wojnę w Jugosławii (Dayton, Ohio). Największą dumę chyba jednak przeżyłem, gdy odpowiedziałem na pytanie o to kim jest apatryda. Mama mi opowiadała wiele razy historię o jej wujku Bronku, który po wojnie i robotach przymusowych pozostał w Niemczech. Nie chciał wracać do PRL, a jednocześnie nie chciał przyjąć obywatelstwa niemieckiego. W związku z tym był apatrydą - bezpaństwowcem. W nagrodę dostałem ogromną czekoladę i przypinkę oraz otrzymałem sporo gratulacji. Myślałem, że się spalę z czerwoności. Za kilka minut mam pociąg jadący pod Krzeszowice. Będę jadł zapiekane papryki! 

wtorek, 16 grudnia 2025

Drugi dzień

Drugi dzień siłowni w Parku Wodnym. Wpadłem dużo wcześniej niż wczoraj i praktycznie było w czym wybierać. Klata zadowolona :)

poniedziałek, 15 grudnia 2025

Mleczne niebo

Quattro we mgle! 

Dzisiaj po raz pierwszy spróbowałem nowej siłowni, tej w parku wodnym. Chciałem w końcu wykorzystać mój Multisport. Nie powiem, jestem zadowolony z ekwipunku i treningu, aczkolwiek tłumy były ogromne! Trochę zajęło mi znajdowanie odpowiednich maszyn i miejsca do ćwiczeń. Myślę, że w przyszłości będzie to doskonałe miejsce do kombinowania treningu siłowego i pływania. Już sobie wyobrażam lato, mimo że za nieco ponad tydzień wigilia. 

niedziela, 14 grudnia 2025

Tilapia

 
Pandzio pilny student! Przysięgam, że czasami zapominam o bożym świecie, niczego mi się nie chce i ciężko się na czymkolwiek skupić, a jednak pomimo wyczerpania jakoś nie tylko przebrnąłem przez te dwa dni, to jeszcze udało mi się być aktywnym. Po dzisiejszych zajęciach poszliśmy z przyjacielem do małej orientalnej restauracji i zjadłem po raz pierwszy w życiu tilapię. 
A teraz jestem pod Krakowem i jem własnoręcznie przyrządzonego (oczywiście nie przeze mnie) domowego burgera!

czwartek, 11 grudnia 2025

Prezentowo

Ruszyłem na świąteczne zakupy. Znowu wycisnąłem swoje grosze z konta oszczędnościowego i poleciałem do centrum handlowego ze swoim przyjacielem, bo on potrzebował nowego zegarka, a ja prezentów dla mamy i brata na święta, bo do wigilii mniej niż dwa tygodnie. 
Mama dostanie ode mnie opakowanie kosmetyków, a brat smartbanda (przyda mu się). Rozpieściłem przy okazji sam siebie, bo na promocji wypatrzyłem wagę z analizą składu ciała. 
Jestem nieco zły. Nie wiedziałem, że mam tyle tłuszczu. Choćby po wczorajszym treningu. Przecież tego tak nie widać. Chyba trzeba będzie co nieco zrzucić. 

wtorek, 9 grudnia 2025

Lecimy w kosmos

Dzisiaj pojechałem do Chorzowa, gdzie w Parku Śląskim (notabene, fajna jest granica między nim, a Katowicami) znajduje się planetarium. Kupiliśmy bilet na symulator lotów kosmicznych oraz na wystawę z przewodnikiem o astronomii. 
Mieliśmy nieco przypominajek z licealnych lekcji fizyki, a do tego oglądaliśmy projekcje na temat długości życia gwiazd, fal, teleskopów i lunet oraz promieniowania kosmicznego. Świetna zabawa! 
Pociąg z Katowic mam za niecałą godzinę. Niedawno jedliśmy kolację w Hospodzie nieopodal Placu Wolności. Gulasz z knedliczkami! Pycha!