Środek i początek roku znajdują się na dwóch skrajnie przeciwległych biegunach jeśli chodzi o temperaturę. Wczoraj dzwoniła do mnie babcia i opowiadała, że na naszej wsi ogród całkowicie wysechł, bydło cierpi katusze, a psy leżą półżywe tam gdzie mają najchłodniej. Tego samego dnia, w Słubicach został pobity ponadstuletni rekord Polski z oficjalnie najwyższą zanotowaną ciepłotą. Większość Europy boryka się z falami upałów, a alerty pogodowe bez przerwy nadają i nadają. Kolej w kilku miejscach całkowicie padła, zostawiając ludzi w szczerych polach przy takim ukropie. Mogę tylko dziękować losowi, że tu w Krakowie moje mieszkanie jest wyposażone w klimatyzację. Działa ona tak intensywnie, że każdego wieczoru musiałem wylewać kilkanaście litrów kondensacyjnej wody z wiadra. Media szerzące codzienne dawki fatalizmu szukały nowych sensacji w postaci filmików, w których smaży się jajecznicę na maskach samochodów, chodnikach lub balkonach. W Internecie natomiast, komentujący od kilku dni spierają się nad istnieniem zmian klimatycznych. Denialiści równie dobrze zaprzeczaliby temu zjawisku gdyby w którymś z naszych miast odnotowano pięćdziesiąt stopni Celsjusza na plusie, kłamiąc przy tym, że tak samo było w latach osiemdziesiątych i nikt nie narzekał. Przez te kilka dni nawadniam się jak słoń. Wychodzę na zewnątrz jak najrzadziej się tylko da. Jak kocham lato, tak sam musiałem przyznać, że słońce ostro przesadza. Nie mogę się doczekać środy. Wtedy ma co nieco odpuścić. Będzie nawet lać i grzmić, a ja lubię jak grzmi.

Według statystyk policji (LINK), wczoraj utonęło aż 17 osób!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz